Czasem wystarczy zwykłe "Dzień dobry”, by ktoś poczuł się ważny. Ciepły uśmiech, by ktoś się poczuł kochany. Telefon do mamy. Niech wie, że pamiętasz. Przytrzymanie windy sąsiadce. Małe gesty mogą być wielkie. To małe, codzienne kawałki miłości i przyjaźni, i podstawa każdego sukcesu, przekonuje psycholog Ewa Klepacka-Gryz

(Nie)zwykłe przywitanie

Na całym świecie zadaniem powitania jest stworzenie, lub podtrzymanie, więzi z drugim człowiekiem, ale też łagodzenie agresji, oswojenie przeciwnika. Pożegnanie zaś to nic innego jak utrwalenie więzi na przyszłość. Każdy przyjazny gest powitalny lub ciepłe słowo pozdrowienia może rozładować napiętą atmosferę. Przypomnij sobie na przykład sytuację, kiedy wstajesz z łóżka lewą nogą. Jesteś wściekła na cały świat, a tu uśmiechnięty partner wita cię słowami: - Dobrze że już wstałaś kochanie, stęskniłem się za tobą.
Albo historia z innej bajki. Naraziłaś się sąsiadce, bo twój syn znowu nabrudził butami obok jej wycieraczki. Miałaś nadzieję, że jej nie spotkasz, lecz gdy tylko wyszłaś na klatkę, ona uchyla drzwi. Spojrzałaś z promiennym uśmiechem: - Dzień dobry pani Kowalska! Nie ma lepszego sposobu na rozbrojenie czyjegoś gniewu. Powitanie to wyciągnięcie ręki do kontaktu lub zgody, a uśmiech to odsłonięcie się, zapewnienie: nie mam złych zamiarów. Prosta rzecz, a działa cuda.

Wspólny cel

Moja znajoma nie znosiła, z wzajemnością, pewnej kobiety, na nieszczęście ich synowie byli najlepszymi kumplami. Któregoś razu chłopaki narozrabiali w szkole i dyrektor wezwał obie mamy na dywanik. Gdy spotkały się przy wejściu… zamiast się pozabijać, ustaliły prędko wspólną strategię obrony. Dyrektorowi nieźle się dostało za to, że w złości obraził ich synów.

Natura jest mądra i przebiegła. Gest pojednania, który podświadomie jednoczy ludzi w obliczu wspólnych celów, to nie lada majstersztyk służący przetrwaniu. Niejedni skłóceni jednoczyli się w walce ze wspólnym wrogiem.

Zupa przyjaźni

Okropnie nie lubię zimna. Wiatru, deszczu. Przemoczonych butów. Ale w jesienne dni też trzeba żyć. Właśnie w taką słotę musiałam jechać na drugi koniec miasta do Joaśki po te notatki. Autobus kursował według sobie tylko znanego rozkładu, marzłam przemoczona na przystanku i przeklinałam świat. Jeszcze Joaśka napadnie na mnie, że się spóźniam, zmuszam ją do zmiany planów. Otworzyła drzwi i ujrzała mnie wściekłą. - Tak myślałam, że biedna zmokniesz - zaskoczyła mnie uśmiechem i wciągnęła do środka. - Chodź, czekam na ciebie z ogórkową. Gorąca zupa nie tylko rozgrzała moje przemarznięte ciało. Była gestem przyjaźni, rozlała się ciepłem po mojej duszy.

Żyjemy w szalonym świecie, który wyzwala agresję. Mój talerz zupy od Aśki był gestem życzliwości i przyjaźni, naturalnym przeciwieństwem wrogości. Mówi się, że agresja powstała po to, byśmy byli w stanie obronić życie, a miłość, żebyśmy mogli dawać życie innym.

Słowa spokoju

U moich dzieci około drugiego roku życia pojawiło się coś w rodzaju rytualnego samopocieszania. Gdy któryś z synów uderzył się albo się czegoś przestraszył, mówił na głos: "Nic się nie stało, przejdzie, to nic”. My, dorośli, tęsknimy za takimi słowami. Choć nie zawierają rzeczowych informacji, uspokajają, pomagają odzyskać równowagę. Właśnie od tego mamy partnerów czy przyjaciół. Gdy jest nam źle, chcemy, żeby nas wysłuchali i powiedzieli, że wszystko będzie dobrze. Te słowa niczego nie obiecują, nie są deklaracją, lecz podkreślają istnienie więzi i bliskości. Są po to, byśmy nie czuli się samotni.

Pewnie każdego dnia, gdzieś pośród pośpiechu, pędzących myśli, natykasz się na gesty, bez których trudniej byłoby żyć. Postaraj się je zauważać i doceniać. Spróbuj stosować je wobec innych. Bliskich, ale też obcych. Jedyne, co ryzykujesz, to czyjąś radość i uśmiech, może pierwszy od dawna?