Szybka randka ujawniła prawdę o człowieku

Czym kierujemy się przy wyborze partnera? Odpowiedzi na to pytanie postanowił poszukać dr Peter M. Todd, psycholog z amerykańskiego Indiana Univeristy w Bloomington. O szczegółach przeprowadzonego przez uczonego eksperymentu donosi pismo "Proceedings of the National Academy of Science".

W badaniach wzięło udział 46 ochotników: 20 kobiet i 26 mężczyzn w wieku od 26 do 40 lat. Przed rozpoczęciem eksperymentu ludzi tych poproszono o wypełnienie kwestionariuszy dotyczących charakterystyki wymarzonego partnera. Wśród cech wymienionych w ankiecie znajdowały się takie cechy jak wygląd zewnętrzny, atrakcyjność, stan zdrowia, status społeczny, zamożność czy gotowość poświęcenia się dla rodziny.

Gdy ochotnicy wypełnili kwestionariusze, zaproszono ich do udziału w sesji szybkiego randkowania (ang. speed dating). Zabawa polegała na szybkich rozmowach z kolejnymi, nieznanymi osobami. Po trwającej od trzech do pięciu minut pogawędce zmieniało się rozmówcę i tak w kółko, aż do wyczerpania puli osób wolnych. W efekcie każdy uczestnik miał szansę na rozmowę ze wszystkimi potencjalnymi partnerami. Na tej podstawie mógł wybrać "tą jedyną" czy "tego jedynego", z którym pójdzie na prawdziwą randkę. "Choć wybór partnera to proces długofalowy, pierwsze wrażenie ma często decydujące znaczenie dla dalszego rozwoju sytuacji" - wyjaśnia dr Peter M. Todd.

Po zakończeniu zabawy uczony porównał dane z kwestionariuszy z tym, co w rzeczywistości wybierali ochotnicy. Ku jego zaskoczeniu okazało się, że realne decyzje badanych nie mają pokrycia w wynikach ankiet. Z zapisków wynikało bowiem, że uroda wybranki ma dla mężczyzn drugorzędne znaczenie, podobnie jak zamożność partnera w przypadku kobiet. Tymczasem sesja "szybkiego randkowania" wykazała, że panowie zwracają uwagę przede wszystkim na wygląd potencjalnej połowicy, natomiast panie szukają partnerów z ustaloną pozycją zawodową, a co za tym idzie z odpowiednio wypchanym portfelem.

Co ciekawe, panowie okazali się o wiele mniej wybredni niż przedstawicielki płci przeciwnej. Już co druga kobieta spotkana w trakcie sesji spełniała ich wymagania, podczas gdy panie były skłonne spotkać się z co najwyżej trzecim mężczyzną.


DOROTA FIRLEY: Niby mówimy, że pociąga nas inteligencja i poczucie humoru u potencjalnego partnera, a jednak wybieramy takiego, który jest urodziwy oraz ma odpowiednio gruby portfel. Skąd ta różnica w wyborach deklarowanych i faktycznych?

ZBIGNIEW IZDEBSKI: Bo w życiu bardzo często ulegamy emocjom, zauroczeniu, pierwszemu wrażeniu. To często ma właśnie wpływ na to, jakich dokonujemy wyborów.

Czyli w sumie się okłamujemy, mówiąc jedno, a robiąc drugie?
To nie jest takie oczywiste. Gdy spokojnie się zastanawiamy nad tym, czego pragniemy, co chcielibyśmy osiągnąć w życiu, to w tych naszych wyobrażeniach pojawia się partner. Z tej perspektywy wybieramy takie jego cechy, które zwiększają szansę na udany i trwały związek, który pozwoli nam bezpiecznie przejść przez życie. Myślę, że różnica pomiędzy deklaracjami a wyborami, które pojawiały się w czasie przeprowadzonego przez Amerykanów eksperymentu, mogły właśnie z tego wynikać. Warto spojrzeć na ranking wartości cenionych przez społeczeństwo. Wyraźnie wzrasta znaczenie wykształcenia, inteligencji. Ale kiedy pochłania nas życie, zapominamy o tym i dajemy się uwieść urodzie, pięknym nogom czy zniewalającemu głosowi. Dopiero po czasie nadchodzi refleksja, że przecież wiedzieliśmy, że to się źle skończy, że związek nie miał szans na powodzenie.

Czy wśród Pana pacjentów są osoby, które przeżywają taki dylemat: mają wizję wymarzonego partnera, a jednocześnie ulegają komuś całkiem odmiennemu?
Owszem. Są to ludzie mający poczucie, że zakochali się w osobie, z którą nie chcieliby jednak spędzić całego życia. Bywa, że pacjent spotyka kobietę, która uosabia jego seksualny ideał, a jednocześnie ma poczucie, że w relacjach może być toksyczna, na przykład będzie chciała nad nim dominować. Bywa, że zwyczajnie jesteśmy tak zauroczeni inną osobą, że myślimy: a może warto podjąć ryzyko, nawet jeżeli poniesiemy duże osobiste koszty. Zresztą zawsze, podejmując decyzję o związaniu się z partnerem, bierzemy pod uwagę pewien poziom ryzyka. Bywa, że jeżeli uświadomimy sobie to ryzyko, iż istnieje spora różnica pomiędzy tym, co sobie wyobrażaliśmy, a rzeczywistością, to mamy duże szanse na udany związek.

Można całkowicie racjonalnie wybrać partnera?
Spotykam się z pacjentami, którzy nie ulegli zauroczeniu i wybrali całkowicie racjonalnie. Okazuje się, że po latach trwania w związku brakuje im tej odrobiny ekscytacji, podniecenia, odrobiny adrenaliny. Wszystko jest byt przewidywalne, bezpieczne. W ten sposób wybierają swego partnera zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Ludzie ci żałują czasami, że wszystko jest takie oczywiste - przez cały tydzień praca, w piątek wieczorem seks, w sobotę zakupy, a w niedzielę obiad z rodzicami. A ludzie chcą, żeby świat od czasu do czasu zawirował. Okazuje się, że znalezienie tego złotego środka nie jest wcale łatwe, bo przecież gdyby było, to ludzie by się nie rozstawali. I nie ma tu znaczenia, czy mamy do czynienia z formalnym związkiem małżeńskim, czy kohabitacyjnym.

A może do wyboru partnera po prostu nie przykładamy się odpowiednio?
Zdecydowanie tak. O wiele więcej inwestujemy w swoje życie zawodowe. Planujemy edukację, przygotowujemy do podjęcia pracy, uczymy się pisać CV i radzić sobie podczas rozmów rekrutacyjnych. Jesteśmy przygotowani też na zmianę - zarówno siebie, jak i pracy. Tymczasem do naszego życia osobistego podchodzimy w zupełnie inny sposób. Nie poświęcamy mu tyle uwagi, nie zastanawiamy się nad wartościami, nad tym, co i z kim chcielibyśmy osiągnąć. Stąd być może zdarzają nam się pomyłki, pierwszy, drugi i kolejny rozwód… A może lepiej zmienić partnera, niż dalej cierpieć?

Trudno nam znaleźć odpowiedniego towarzysza życia. Może dlatego, że budując wizję związku, ulegamy złudzeniom, stereotypom, presji społecznej? I w tym gubimy nasze autentyczne potrzeby?
Myślę, że boimy się podejmować indywidualne decyzje. Ludzie, którzy zdecydowali się na zakończenie toksycznego związku, nagle się zmieniają, zaczynają inaczej funkcjonować, stają się odważniejsi. Dlatego od czasu od czasu warto się przyjrzeć swojemu związkowi. Żeby zastanowić się, co w nim zmienić, ale i docenić to, co jest w nim dobre. Ludzie często nie zauważają, że mają coś wartościowego, co mogą stracić.

Czasami trudno nam rozmawiać o uczuciach z bliskimi. Czy w chwilach wątpliwości można się zwrócić do fachowca?
Choć w kolorowych czasopismach jest wiele porad, jak zbudować idealny związek, jak wybrać partnera, jak przeżyć idealny orgazm, dla większości ludzi jest to zbyt mało. Jesteśmy tak różni, tak zindywidualizowani, że zdecydowanie efektywniej jest sięgnąć po pomoc profesjonalisty. W trakcie spotkania z terapeutą można odkryć, za czym tęsknimy. Psycholog może nam też pomóc bardziej poznać siebie. Tak, byśmy nie żałowali swoich wyborów czy ich braku. Byśmy nie nie podejmowali życiowych decyzji pod wpływem impulsu. Co smutne, starsi ludzie czasami mi opowiadają, jak żałują, iż nie pozwolili sobie w życiu na chwilę szaleństwa.

Czyli warto szukać złotego środka pomiędzy racjonalnym a spontanicznym wyborem partnera?
Odnoszę takie wrażenie, że ludzie chcą się teraz wszystkiego nauczyć. Jak robią prawo jazdy, chodzą na kurs, wykupują jazdy, zdają egzamin. A do związków ciągle podchodzą na zasadzie "a jakoś to będzie, uda się". Nie przygotowują się, nie zastanawiają się, co zrobić, by dobrze wybrać, a potem zbudować dobry związek.

Prof. Zbigniew Izdebski jest seksuologiem, międzynarodowym autorytetem w dziedzinie pedagogiki seksualnej