Nasza internautka pisze: "Kiedy mój mąż oświadczył mi, że kolega z pracy organizuje wieczór kawalerski w klubie go-go, zamarłam. Popatrzyłam na jego uczciwą twarz i po prostu w głowie mi się nie mogło pomieścić, że on potrzebuje tego typu rozrywek. Nagie tancerki na rurach? Taniec dla kawalera i jego kolegów na stole? I co jeszcze - może seks w specjalnym pokoiku na zapleczu? Przecież wszyscy wiedzą, jacy są faceci... mało który nie skorzysta z takiej okazji. Kategorycznie zaprotestowałam. Nie poszedł, ale był cały wieczór wściekły." - Karolina, 34 lata.

Z CZYM TO SIĘ JE?

Może zanim wpadniesz w panikę i zaczniesz się awanturować, jak to zrobiła Karolina z naszej opowieści, warto, żebyś przekonała się, czym w istocie są kluby go-go. To miejsca specyficznej rozrywki, ale zazwyczaj rządzą się swoimi - dość jasno określonymi - prawami. Czym jest w istocie klub go-go? To nocny klub ze striptizem, oferujący swoim klientom różnego rodzaju rozrywki erotyczne. Nie jest to jednak salon masażu ani np. klub swingersów - bo tak wiele kobiet postrzega go go, a raczej podejrzewa, że pod przykrywką tańca na rurze odbywają się tam różne niecne praktyki.

Do klubu go-go mogą wejść wyłącznie osoby pełnoletnie, a wstęp do klubu jest płatny - niejednokrotnie słono. W środku jest równie kosztownie. Drink kosztuje co najmniej 50 złotych. Rozochoceni goście mogą sobie zamówić prywatny taniec jednej z ponętnych modelek - ale za tę przyjemność należy zapłacić od 400 do nawet 1100 złotych.

czytaj dalej


PO PRACY - RELAKS W KLUBIE

Oczywiście w klubach go-go panują dość swobodne obyczaje - wystarczy powiedzieć, że aż roi się tam od rozebranych do rosołu pań. Ale gdy tylko któryś z gości chce się z jedną z nich bliżej zaprzyjaźnić - czemu sprzyjają zazwyczaj przyjęte uprzednio procenty - natychmiast zostaje uspokojony przez rosłych ochroniarzy.

Z jakiej okazji twój ukochany może znaleźć się w klubie go-go? Z wielu - tradycyjnie odbywają się tam przyjęcia kawalerskie. Ale ostatnio do obyczajów firmowych wszedł jeszcze jeden - właśnie zabawa z kolegami z sąsiedniego biurka w towarzystwie tancerek topless. Ten zwyczaj jest obecny w Wielkiej Brytanii. “The Guardian” podaje, że coraz więcej instytucji finansowych w Londynie zabiera swoich klientów do takich przybytków.

czytaj dalej


NAWET RELIGIJNI LUBIĄ GO-GO

Dlaczego faceci chodzą w takie miejsca? Odpowiedź na to pytanie jest prosta: bo one istnieją! To element męskiej natury: takie stadne, gromadne oglądanie ładnych kobiecych ciał. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Czy partnerki gości klubów go-go nie powinny być zaniepokojone, że ich mężczyźni zwracają wzrok w stronę innych, czasami obiektywnie ponętniejszych kobiet? Wydaje się, że problem tkwi w meandrach damskiej psychiki.

Jeśli związek jest mocny, a kobieta w nim będąca ma świadomość swojej atrakcyjności i brak jej kompleksów - to taka wizyta (oczywiście o charakterze sporadycznym) nie może w żadnym wypadku zaszkodzić relacji z mężczyzną. A co z wszechobecną pornografią? Nagością? Dostępnością wszelkich seksualnych atrakcji? Czy masz zamiar śledzić każdy krok swojego faceta, przeglądać strony w sieci, które być może w poszukiwaniu wrażeń erotycznych odwiedził? Jeśli jesteś pewna swojego mężczyzny, wiesz, że nie zrobi żadnego głupstwa i mu ufasz - to dlaczego miałby raz do takiego klubu nie pójść? Tam jest trochę jak na meczu hokejowym - podchmieleni faceci emocjonują się na nim dobrym zagraniem. Nawet znany ze swojej religijności bokser Tomek Adamek przyznał w wywiadzie dla "Playboy'a", że był w go-go: "Niczego się wstydzę. niczego nie mam sobie do zarzucenia” - powiedział. Popatrzył, wrócił do żony. Nic się nie stało.

czytaj dalej


A JEŚLI TEGO NIE CHCESZ

Dla niekórych dam taki liberalizm jest jednak nie do przyjęcia. Nie wyobrażają sobie swojego męża, gdy patrzy na rozebrane obce kobiety. Co zrobić, gdy naprawdę nie chcesz, by twój ukochany szedł do klubu go go? Po prostu mu to powiedz - w możliwie najuczciwszy i najprostszy sposób. Wyznaj mu, że ta sytuacja jest dla ciebie kłopotliwa, że nie akceptujesz takich rozrywek i zwyczajnie nie życzysz sobie, by on w nich uczestniczył.

Niestety, mężczyźni czasami tłumaczą wizytę w erotycznym przybytku tzw. wyższą koniecznością (“zrozum, nie mogę odmówić – szef nas zaprasza!”). Jeżeli jednak twoje spokojne prośby, by tam nie szedł nie przyniosą rezultatu, to może warto się zastanowić nad tym, czy wasz związek jest naprawdę tak uczciwy, jak ci się wydawało. Przecież dobra relacja polega między innymi na zrozumieniu potrzeb drugiej strony. A bez wizyty w klubie go go naprawdę można się spokojnie obejść przez całe życie. To nie badania lekarskie, na które trzeba iść.