Autorzy nowego badania nie znaleźli bowiem żadnego dowodu na istnienie tej słynnej strefy erogennej. Nie wykluczają więc tezy, ze może on być wytworem kobiecej wyobraźni, podsycanej przez magazyny i sexterapeutów. I dodają, że ten być może „mit” wpędził w poczucie seksualnej nieadekwatności niezliczoną ilość mężczyzn i kobiet.

PALCEM PO MAPIE NA DRODZE DO PUNKTU G

Punkt G miał być małym obszarem o dużej koncentracji zakończeń nerwowych. Sexterapeuci zrobili karierę doradzając kobietom, jak mogą wzmóc jego działanie poprzez dietę i różnorodne ćwiczenia. Ale badanie przeprowadzone prze naukowców z King's College London poddało w wątpliwość samo jego istnienie. Profesor Tim Spector, jeden z autorów badania, stwierdził, że niemożliwym zdaje się odnalezienie dokładnej lokalizacji punktu G. „To największe badanie przeprowadzone w tym temacie. Wyazało ono, że idea istnienia punktu G jest subiektywna” – mówi. Andrea Burri, inny autor, twierdzi, że martwiły ją przypadki kobiet, których lęk spowodowany brakiem punktu G wpędzał w poczucie nieadekwatności lub porażki. „To nieodpowiedzialne, ogłaszać istnienie pewnego zjawiska, jeśli nie zostało to nigdy dowiedzione, poddając presji kobiety, jak również mężczyzn” – mówi.

czytaj dalej...


SZUKAJCIE A ZNAJDZIECIE?

W ramach badania ponad 1800 kobiet (wszystkie były parami bliźniaczek) w wieku od 23 do 84 lat wypełniało kwestionariusze. W założeniu jeśli jedna z sióstr zgłosiła istnienie punktu G, powinna go mieć i druga, prawie identyczna pod względem genetycznym. Tak jednak nie było. Bliźniaczki jednojajowe „dzieliły” punkt G z siostrą równie często, jak bliźniaczki dwujajowe, mające tylko połowę wspólnych genów. Ogólnie tylko 56 proc. kobiet potwierdziło istnienie słynnej strefy erogennej. Zwykle były to młodsze i bardziej aktywne seksualnie kobiety.

Punkt G został odkryty przez niemieckiego ginekologa Ernsta Grafenberga w 1950. Nosi nazwę na jego cześć. Wiedza o tej strefie erogennej została spopularyzowana w 1981 roku przez profesor seksuologii Beverly Whipple z Rutgers University w New Jersey. Sama Whipple określa nowe badanie jako wadliwe, ze względu nie wzięcia pod uwagę lesbijek i kwestii różnic między męskimi partnerami kobiet. „Największym problemem tego badania jest fakt, że bliźniaczki nie dzielą tych samych partnerów seksualnych” – mówi.