Joanna pracowała dla jednej z tzw. firm eventowych. Organizowała imprezy dla prywatnych firm. Jej zadaniem było zaproponowanie klientowi występu gwiazdy, która uświetniłaby na przykład jubileusz firmy, potem dogadanie z tą gwiazdą warunków występu, a już na samym końcu dopilnowanie, by wszystko poszło zgodnie z planem.

Rok pracy na tym stanowisku przypłaciła niechęcią do wszelkiego rodzaju wielkich imprez oraz wyrzuceniem telewizora na śmietnik. Nie chciała oglądać szczerzącego się z ekranu faceta, który niecały miesiąc wcześniej zwymyślał ją od najgorszych za brak fancuskiej wody mineralnej w garderobie.

PRACA MARZEŃ?

"Polskie gwiazdy?To ja im płaciłam, i to grube pieniądze. Budżety firm na wszelkiego rodzaju imprezy były jeszcze niedawno naprawdę olbrzymie. 45-minutowy występ znanego artysty kosztował firmę nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ale nie o pieniądzach chciałam opowiedzieć...

>>> czytaj dalej


Najgorsze były kobiety. Pewna znana, ekscentryczna wokalistka, chętnie zatrudniana przez bogate firmy na imprezy (wysoka, czarnowłosa, robiąca wrażenie na zagranicznych kontrahentach) ciągle się upijała. Prosiłam tysiąc razy, żeby przed "sztuką" (występem) nie tykała wina. Bez szans. Wypijała buteleczkę i zaczynała show. Znakomite zresztą, ale to ja kiedyś musiałam świecić oczami, jak dała na scenie napić się wina ze swojego buta... prezesowi jednego z najbardziej znanych koncernów farmaceutycznych. Prezes spurpurowiał, ale się napił. Potem miałam awanturę, że pozwoliłam jej wnieść na scenę butelkę. A co, miałam się z nią bić?

Inna gwiazda natomiast miała focha, że nie wystąpi na tle jasnej dekoracji, mimo że w umowie była o niej wyraźnie mowa. Nie i koniec. Wymyśliłam na szybko, by podwiesić puprurowe zasłony hotelowe i na ich tle rozstawić zespół gwiazdy. Przyszła, pokiwała głową i powiedziała: zmienić na niebieskie. Skąd ja na 15 minut przed występem mam jej wytrzasnąć niebieską tkaninę?! Myślałam wtedy, że ją zabiję. Ale nic z tego - musiałam być grzeczna. Zaśpiewała. Na jasnym tle.

Z kolei pewien znany zespół rockowy na łamach prasy zarzekał się niejednokrotnie, że nie chałturzy. Wolne żarty... sama miałam z nimi do czynienia kilkanaście razy przy okazji różnych imprez. Koszmarni ludzie. Nie dość, że na żywo wypadali fatalnie, co kilkanaście minut po prostu przestawali grać i zaczynali od nowa, to co chwila wysyłali do mnie swojego menedżera z pytaniem, czy już mogą skończyć, bo chcą iść... na basen.

>>> czytaj dalej


A firma zapłaciła za godzinne show, a nie za marne 20 minut amatorszczyzny! Ikony rocka. Po prostu śmiech. Inny zespół, tym razem wokalny, wypił po występie 3 butelki wódki we czworo i bez żenady zakomunikował w garderobie, że wsiadają do własnych samochodów za kierownice i jadą z Warszawy nad morze, bo tam mają kolejny występ. Ledwo udało mi się tych kompletnie pijanych idiotów zatrzymać. Zagroziłam, że zawołam policję.

Brak szacunku do kobiet. To kolejna porażka. Jeden z czołowych polskich gitarzystów powiedział mi, żebym - cytuję - "nie wpier*****a się w to, co on pije przed sztuką, bo to nie mój zasrany interes". Inny, o charakterystycznym ciepłym głosie, przez pół godziny krzyczał na mnie, że jestem "cipą, która nie zna się na niczym", bo w jego garderobie nie znalazła się francuska, tylko POLSKA woda mineralna. Jeden z najbardziej znanych polskich aktorów, który prowadził imprezę przeze mnie organizowaną po sztuce rzucił w moją stronę: "Pokój 209, mam kondomy, więc się nie martw". Zdębiałam. To była zdaje się propozycja matrymonialna...

Już nie pracuję w tej firmie. Odeszłam. Nie chcę już mieć do czynienia z gwiazdami. No, może z jedną. To najbardziej znana polska wokalistka, Madonna PRL-u. Wspaniała osoba. Zawsze miła, kulturalna, profesjonalnie przygotowana do swojej pracy, szanująca ludzi, z którymi współpracuje. Gdyby wszyscy byli tacy jak ona, to do dziś organizowałabym eventy. Ale nie są i dlatego dzisiaj robię coś zupełnie innego."