Ogladając zdjęcia z wakacji, z przerażeniem zauważasz fałdkę na brzuchu, której istnienia nawet nie podejrzewałaś. Ciesz się, że nie jesteś sławną aktorką. Ty możesz swoje fotki schować głęboko w szufladzie, ona będzie musiała się pogodzić z faktem, że zdjęcia - na których czarno na białym widać, że jej ciało nie jest tak boskie, jak się wszystkim wydawało - obiegną cały świat. Ostatnio taka historia przydarzyła się Jennifer Love Hewitt.

Do tej pory nienaganna figura była jej znakiem rozpoznawczym. Jednak na zdjęciach z wakacji, które aktorka spędziła na Hawajach, widać, że mocno się ostatnio zaokrągliła. Nic bardziej nie mogło ucieszyć mediów i złośliwych internautów. Kąśliwe komentarze nie miały końca. Co zrobiła Jennifer? Zamiast płakać po utraconej figurze, postanowiła wypowiedzieć wojnę modzie na chorobliwy rozmiar zero. Napisała więc bloga, w którym jasno ustosunkowała się do niewybrednych uwag na temat swojej nowej figury. Po pierwsze, stwierdziła, że wcale nie czuje się grubo.

"Dokładnie wiem, jak wyglądam, wiedzą to również moim przyjaciele i rodzina. Mimo to kocham swoje ciało i radzę kobietom brać ze mnie przykład" - napisała Hewitt. Aktorka dodała, że obsesja szczupłej sylwetki to jedynie chory wymysł mediów. A efekty tego są po prostu żałosne. Tysiące kobiet na całym świecie, zamiast cieszyć się życiem, pogrąża się w kompleksach. "Dziewczyny, które noszą rozmiar M, wcale nie są grube, a ich koleżanki, które noszą rozmiar XS, wbrew temu, co pokazuje się w gazetach, wcale nie są piękne" - argumentowała gwiazda. Na koniec zastosowała również swoistą odezwę do kobiet o "normalnych" kształtach. "Dziewczyny o krągłych biodrach, sterczących tyłeczkach i pięknie zarysowanych taliach, zakładajcie skąpe bikini i bądźcie z siebie dumne" - napisała gwiazda, która dość niespodziewanie awansowała na jedną z czołowych obrończyń kobiecych kształtów w Hollywood.

Szybko okazało się, że nie jest osamotniona w swoich poglądach i wiele gwiazd myśli podobnie. Magazyn "People" spytał niektóre z najpiękniejszych kobiet świata, co sądzą o blogu Hewitt. Wszystkie poparły apel Jennifer.

Blondwłosa modelka Petra Nemcova powiedziała, że zalewanie opinii publicznej podobnymi zdjęciami to tylko sianie zamętu. I może mieć zły wpływ na nastolatki. Poza tym piękna Czeszka twierdzi, że zdjęcia często są przekłamane. I nawet osoba o pięknej figurze może na fotografiach wyglądać okropnie.

Z kolei Rosario Dawson, która po rolach w filmach Quentina Tarantino została uznana za nowy symbol seksu, zbyła całą sprawę stwierdzeniem, że media podnoszą raban z powodu każdych dodatkowych 3 kilogramów. Dodała też, że obsesja szczupłej sylwetki jest po prostu przerażająca. "Czasy Twiggy już dawno się skończyły. Wkurza mnie to. Jeśli wciąż będziemy się starać spełniać wymogi rynku w końcu zagłodzimy się lub zaćpamy na śmierć" - powiedziała dziennikarzom People Rosario.

Natomiast Anne Hathaway znana z filmu "Diabeł ubiera się u Prady" uderzyła w tony feministyczne. "Kobiety nie powinny być oceniane tylko na podstawie tego, jak wyglądają, albo ile ważą. Niektóry reguły obowiązujące w showbiznesie bardzo mi się nie podobają - powiedziała aktorka.

Pozostaje więc pytanie, komu tak naprawdę podobają się kanony piękna narzucane przez przemysł rozrywkowy. Zwykłe kobiety nigdy nie lubiły się głodzić. Teraz zaś okazuje się, że żywienie się tylko sałatą podoba się jedynie Kate Moss.

Gwiazdy show-biznesu, które niestety nie mogą pochwalić się kobiecymi kształtami

Kate Moss, Keira Knightley i Angelina Jolie

Do grona najseksowniejszych tyłeczków Hollywood, należących do Beyonce i Rihanny, próbuje dołączyć Paris Hilton. Dawniej wychudzona dziedziczka w ostatnim czasie dość szybko nabiera ciała. Czyżby, podobnie jak Hewitt, wypowiedziała wojnę hollywoodzkiemu ideałowi piękna?

Rihanna, Beyonce i Paris Hilton