DOROTA FIRLEY: Kiedy jesienią łapiemy przeziębienie, najczęściej zaczynamy leczyć się sami. Zaopatrujemy się w zapas środków przeciwgorączkowych i witamin, licząc, że dzięki nim unikniemy konieczności wybrania się do lekarza. A potem zaczynamy eksperymentować. Wśród moich znajomych popularne jest przekonanie, że zjedzenie w ciągu dnia kilkunastu tabletek rutinoscorbinu lub witaminy C zahamuje chorobę i postawi nas na nogi. Czy to prawda?
BOŻENA CUKROWSKA*: Absolutnie nie. Preparaty witaminowe należy zażywać zawsze zgodnie z zaleceniami, szczególnie jeśli stale lub okresowo przyjmujemy jakiekolwiek inne leki. Oczywiście dotyczy to dawek profilaktycznych. Kiedy przeziębienie już nas zaatakowało, wyłącznie lekarz może zdecydować, jakie i ile witamin pomoże nam wrócić do zdrowia. Samodzielne ustalanie dawek leczniczych, zwłaszcza uderzeniowych, jest bardzo ryzykowne. Preparaty wielowitaminowe często zawierają witaminy rozpuszczalne w tłuszczach, których przedawkowanie może być szkodliwe dla zdrowia. Z kolei leki wieloskładnikowe oprócz witamin zawierają też inne substancje. Np. rutinoscorbin to nie tylko witamina C, ale również rytuna, składnik obniżający ciśnienie. Dlatego zawsze gdy się gorzej czujemy, najlepiej skonsultować się z lekarzem. Bezpieczniejsze jest też wzbogacanie diety o naturalne produkty zawierające duże ilości szczególnie witaminy C. Smakowitą przegryzką pełną tej witaminy są np. suszone żurawiny.

Zjedliśmy mnóstwo witamin, ale nadal łamie nas w kościach i cieknie z nosa. Zazwyczaj wtedy poddajemy się i idziemy do lekarza. Ponieważ jednak mnóstwo leków wypróbowaliśmy już sami, jesteśmy przekonani, że wizyta tylko wtedy ma sens, gdy doktor zapisze nam jakiś antybiotyk. Jeśli tego nie zrobi, mamy wrażenie, że nie docenia naszej choroby.
Nic podobnego. Infekcje jesienno-zimowe w ponad 90 proc. wynikają z zakażeń wirusami, które są odporne na działanie antybiotyków. Antybiotyki chronią jedynie przed wtórnymi infekcjami bakteryjnymi, a przy tym jednocześnie osłabiają system odpornościowy i niszczą naturalną florę bakteryjną. Doktor, decydując o podaniu leku, bierze pod uwagę wszystkie te aspekty.

Wokół antybiotyków powstaje wiele mitów, np. że nie można po ich zażyciu latać samolotem. Czy to prawda?
Lataniu antybiotyki absolutnie nie przeszkadzają. Bezwzględnie nie można ich jednak łączyć z alkoholem, ponieważ może to być bardzo niebezpieczne dla wątroby.

A jeśli dostaliśmy już antybiotyk, możemy uznać się za wyleczonych?
Jeszcze nie. O skuteczności terapii decyduje kilka czynników. Np. przestrzeganie czasu zażywania dawek leku, ale też łączenie ich z posiłkami. Ważne jest również to, co zrobimy po zakończeniu terapii antybiotykowej. Każda, nawet drobna infekcja powoduje osłabienie układu immunologicznego. Co oznacza, że już po chorobie musimy zadbać o regenerację organizmu. Tymczasem zdarza się np., że dziecko po 5 dniach leczenia antybiotykami wraca do przedszkola lub szkoły. Jego układ odpornościowy jeszcze się nie zregenerował, maluch ma znacznie osłabioną odporność naturalną, zaburzoną mikroflorę jelitową i w tym momencie znowu trafia do środowiska pełnego wirusów! Stąd m.in. bierze się problem nawracających infekcji u kilkulatków.

Co więc powinniśmy zrobić?
Trzeba dać organizmowi przynajmniej kilka dni na regenerację, na odbudowę flory bakteryjnej. Co dotyczy nie tylko dzieci, ale oczywiście również dorosłych. Pamiętajmy, że rekonwalescencji wymagają nie tylko poważne choroby, ale też zwykłe przeziębienia.

Jak powinien zachowywać się rekonwalescent?
Przygotowanie do rekonwalescencji trzeba zacząć już podczas przeziębienia. Sama choroba, a dodatkowo antybiotyki osłabiają naszą naturalną florę bakteryjną. Dlatego lekarze zalecają wsparcie kuracji antybiotykowej probiotykami, czyli preparatami zawierającymi żywe kultury bakterii. Powinniśmy sięgać częściej po jogurty lub kwaśne mleko, tj. artykuły spożywcze zawierające bakterie probiotyczne.

A dlaczego infekcje dopadają nas jesienią, a lepiej radzimy sobie w czasie nieraz surowych zim?
Jesienią mamy do czynienia z częstymi zmianami temperatur. Na dworze zrobiło się zimno, a w biurze, szkole niespodziewanie zostaje włączone ogrzewanie i jest 25 stopni! W takiej sytuacji nasze naczynia gwałtownie się kurczą i rozkurczają. I ta gra naczyniowa otwiera drzwi do naszego organizmu wirusom. Gdy w zamkniętym pomieszczeniu jest zbyt ciepło, często przegrzewamy się i pocimy. A za chwilę stoimy na wietrze, czekając na tramwaj. Na dodatek nie dosypiamy i źle się odżywiamy, a to ma negatywny wpływ na tzw. pierwszą linię obrony układu odpornościowego, skierowaną przeciwko drobnoustrojom chorobotwórczym, w tym wirusom. Oczywiście jesiennym infekcjom sprzyja również to, że jesienią, kiedy nie jest jeszcze bardzo zimno, wirusy rozmnażają się błyskawicznie.

Czy klimatyzacja może sprzyjać przeziębieniom?
Na pewno tak, i to na dwa sposoby. Po pierwsze klimatyzacja bardzo wysusza powietrze, a więc w konsekwencji nasze błony śluzowe są mniej odporne na inwazję wirusów. Po drugie wiele zależy od konserwacji tych urządzeń. Jeśli filtry wymieniane są za rzadko, mogą się w nich rozwijać niebezpieczne bakterie będące np. powodem choroby legionistów. To ciężka, zakaźna choroba dróg oddechowych wywołana zakażeniem bakterią Legionella pneumopghila. Nazwa schorzenia wzięła się stąd, że wywołująca je bakteria została po raz pierwszy wyizolowana podczas epidemii, która miała miejsce w 1976 roku w Filadelfii w czasie zjazdu weteranów wojennych.

Ostatnio naukowcy udowodnili, że jedzenie profilaktyczne witaminy C nie ma większego sensu, bo nie chroni nas ona przed przeziębieniem. W jaki zatem sposób możemy sobie pomóc i zmniejszyć szansę, że dopadnie nas katar i kaszel?
Ja osobiście skłaniam się do wniosku, że warto sięgać po stare sprawdzone metody. Często jest tak, że nauka odkrywa, tłumaczy mechanizmy, których efekty obserwujemy od wielu lat.

Co dotyczy na przykład dobroczynnego wpływu czosnku na nasz organizm. Niedawno okazało się, że jest on zbawienny dla osób z zaburzeniami układu krążenia. Zawarte w nim substancje wpływają korzystnie na naczynia krwionośne, rozluźniają je i usprawniają przepływ krwi. W ten sposób udowodniono, że czosnek faktycznie może zapobiegać schorzeniom krążeniowym, jak to głosiła tradycyjna medycyna. Wielu z nas sięga z kolei po to warzywo, chcąc uchronić się przed jesiennym przeziębieniem. Czy to ma sens?
Wprawdzie nie znamy szczegółowych mechanizmów tego procesu, ale wiemy, że czosnek zawiera substancje wspomagające działanie układu odpornościowego człowieka. Polecałabym więc podjadanie czosnku, ale raczej w naturalnej formie. Póki nie poznamy wszystkich substancji, które zawiera to warzywo, ich działania i wzajemnych zależności, jedzenie czosnku w postaci granulatu może nie podnieść naszej odporności. Na obecnym etapie nie wiemy dokładnie, co się dzieje nawet podczas najprostszej obróbki tego warzywa, np. granulacji. Może wtedy czosnek traci jakiś ważny składnik? Wszystko co naturalne jest zdrowsze, lepiej przyswajalne przez organizm. Natomiast chciałabym podkreślić, że polecałabym takie działania raczej w kontekście profilaktyki, a nie leczenia już istniejących infekcji.

Co jeszcze powinniśmy jeść jesienią?
Kiszoną kapustę, kwaśne mleko, dobre jogurty z dużą ilością żywych bakterii. Żyjemy coraz szybciej i zbyt rzadko sięgamy po tego typu potrawy. Tymczasem dzięki takim produktom jak wyżej wymienione kształtuje się nasza flora bakteryjna znajdująca się głównie w przewodzie pokarmowym, niezbędna do tego, by działał nasz naturalny układ odpornościowy. W naszym organizmie żyje blisko 2 kilogramy "dobrych" bakterii, które działają na dwa sposoby. Po pierwsze stale aktywują naszą naturalną odporność przeciwko drobnoustrojom chorobotwórczym. Po drugie same toczą z nimi walkę, nie dopuszczając do rozwoju infekcji. Jednak żeby wyhodować wystarczającą ilość korzystnych bakterii, trzeba wielu lat. Tak naprawdę nasz układ odpornościowy kształtuje się już w okresie prenatalnym, zanim przyjdziemy na świat.

Czyli dla naszej odporności ważne jest nie tylko to, co my jemy, ale też to, co je nasza matka?
Właśnie. Parafrazując, to, jak będziemy sobie radzili z jesiennymi przeziębieniami, zależy od trybu życia i odżywiania się matki.

Niestety na to, co się z nami działo w okresie okołoporodowym, nie mamy już wpływu. Jak teraz zabopiegać dokuczliwym przyziębieniom?
Powinnyśmy szczególnie dbać o wysypianie się i regularne posiłki, w tym zawierające wspomniane już czosnek, kiszoną kapustę, jogurty. Ważne jest unikanie przegrzewania, dostosowanie ubioru do temperatury otoczenia - ubierajmy się "na cebulę", łatwiej wtedy sobie poradzić. Jeżeli to możliwe, ograniczajmy również kontakty z osobami przeziębionymi.

Coś jeszcze?
Możemy działać dwutorowo. Wzmacniać ogólną odporność organizmu, ale też nabywać odporność swoistą. Czyli szczepić się. Mamy przecież szczepionki, niestety często nierefundowane przez NFZ, ale zalecane przez lekarzy. Do tej grupy należą szczepienia przeciwko grypie dające nam długotrwałą ochronę przed konkretnym wirusem grypy.

Wiele osób nie jest przekonanych do szczepionek.
Na pytanie, czy szczepić, czy nie, moja odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak. Można się jedynie zastanowić, czy winni szczepić się wszyscy. Po ochronę w formie szczepionki powinni na pewno sięgnąć ci, którzy mają naturalnie obniżoną odporność. Czyli: małe dzieci, których naturalna odporność kształtuje się aż do okresu dojrzewania, ludzie starsi, osoby chore przewlekle i mające tendencję do infekcji, np. chorzy na cukrzycę. Wszyscy z wyżej wymienionych grup muszą mieć nawyk szczepienia. Zaszczepić się przeciwko grypie powinni też ci, którzy są szczególnie narażeni na zarażenie, czyli osoby kontaktujące się z wieloma ludźmi, pracujące bardzo intensywnie lub w stresie, niemające czasu na systematyczne dbanie o naturalną odporność.

A więc praktycznie każdy, kto jest aktywny zawodowo.
Tak. Jednak bezwględnie nie możemy poprzestać na szczepieniach. Ważne jest kształtowanie naszej naturalnej odporności, a raczej nawyków, które ją wspierają. Czyli prowadzenie zdrowego trybu życia i właściwe odżywianie.

Doc. dr hab. n. med. Bożena Cukrowska, kierownik pracowni immunologii w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie