Wykroczenie pierwsze: zaniedbanie

Sauté. Natural look. Zaspałam-nie-miałam-czasu. Jest weekend (rano/ wieczór/ dzień wolny)... Nie ma wymówek. Zakładamy buty, swetry, kurtki, szaliki, czapki i rękawiczki; dlaczego w ogóle przychodzi nam do głowy, żeby wyjść z domu z nagą twarzą? Absolutne minimum to bogaty w naturalne oleje krem. Jeśli jest naprawdę zimno – z kilkoma kroplami 100-procentowego oleju kokosowego (trzeba go trochę ogrzać, poniżej 25 stopni ma stałą konsystencję). Idealnie: dobry podkład. Puder. Na cebulkę – im więcej warstw, tym większa szansa, że skóra nie zmarznie.

Wykroczenie drugie: ciepło-zimno

Kaloryfer. Wiatraczek. Grzejnik elektryczny. Przytulna galeria handlowa. W samochodzie ogrzewanie na full. A potem: na dwór. Rób tak dalej, a masz dużą szansę na niezdrowe rumieńce, „pajączki”, podrażnienia, uszkodzenia, przesuszenia i wiele, wiele innych. Naczynia krwionośne potrzebują więcej czasu, niż ty. Kiedy tylko możesz, unikaj gwałtownych zmian temperatur i... patrz punkt pierwszy: zabezpieczaj twarz, łagodniej zniesie te atrakcje.

Wykroczenie trzecie: czeko..., czeko...,czekolada

Czekolada, kakao mają wysoki wskaźnik alergiczny. Poza tym mało która czekolada to dziś tylko miazga kakaowa, a częściej cukier (duuużo cukru) i połowa tablicy Mendelejewa. Dla zmęczonej zimą skóry słodycze to duży krok w kierunku wyprysków, pokrzywek, podrażnień. Podobnie działają potrawy smażone, tłuste, ciężkostrawne. Spróbuj nie grzeszyć (przynajmniej na za często). Słodkiego szukaj w owocach – o tej porze roku na przykład suszonych.

Wykroczenie czwarte: procenty

Szalone imprezy i drinki na śniegu. Szampan i fajerwerki. Grzane wino i ośnieżony stok. Pomijając kwestie odpowiedzialności – skóra działa skuteczniej niż straż miejska. Alkohol bardzo intensywnie rozszerza naczynia (stąd ten uroczy rumieniec); kilka stopni mrozu i jesteśmy na najlepszej drodze do ich uszkodzenie. Poza tym jest ciężkostrawny – organizm rzuca wszystkie siły na front pokarmowy, na skórę nie ma już czasu. Dawkuj z umiarkowaniem, wyrzekać się nie musisz: czerwone wino ma dużo polifenoli, a te działają przeciwutleniająco.

I co? Winna? Bardzo, bardzo. Postanów poprawę!