Modelka, była Miss Wielkiej Brytanii Gemma Garrett wyjawiła w wywiadzie dla BBC, że w ub. r. musiała usunąć sobie silikonowe implanty francuskiej firmy PIP. Stało się to po tym, jak jedna z jej silikonowych protez piersi pękła, a silikon zaczął wyciekać.

Pochodząca z Irlandii Płn. Garrett apeluje do kobiet, by dobrze się zastanowiły, zanim zdecydują się na zabieg powiększenia piersi.

Ok. 40 tys. kobiet w Wielkiej Brytanii nosi silikonowe implanty firmy Poly Implant Prothese wykonane z niskiej jakości przemysłowego materiału. Resort zdrowia zastanawia się, czy wzorem francuskiego rządu zalecić im usunięcie, bądź wymianę i kto ma za to zapłacić.

W 2008 r. Garrett dokonała operacji powiększenia piersi. Miała wtedy 26 lat, zabieg kosztował ją 4 tys. funtów. W 2011 r. na jednej z silikonowych wkładek zauważyła stwardnienie i wypukłość. Wkładka przerwała się i wyciekła. Za usunięcie silikonu zapłaciła blisko trzy razy więcej niż za wszczepienie. Poprawka kosztowała ją aż 11 tys. funtów

Silikonu przedostał się do obiegu krwi. Chirurg nie umiał jej powiedzieć, jakie może to mieć skutki dla zdrowia. Nikt, bowiem nie prowadził w tej sprawie żadnych badań.

Garrett przyznaje, że rodzina usiłowała ją odwieść od pomysłu wszczepienia sobie silikonów, ale nie posłuchała rad bliskich. Najbardziej niepokoi ją to, że implanty wszczepiają sobie młode dziewczęta na progu pełnoletniości.

"To poważna życiowa decyzja. Wkładki i tak wymagają wymiany po 10 latach. W przypadku obaw lub wątpliwości należy się ich pozbyć" - zaznacza. Zauważa też, że nie ma publicznie dostępnej informacji na temat ryzyka związanego z zabiegiem.

Brytyjskie media wskazują, że prywatne kliniki, które wszczepiały implanty niechętnie udzielają informacji o wykonanych zabiegach, co utrudnia poznania skali problemu.

W czwartek ujawniono, że niskiej jakości silikonu PIP wszczepiano też mężczyznom po operacji prostaty i klatki piersiowej, a także to, że implanty PIP sprzedawane były w niektórych krajach pod inną nazwą Rofil M-implants.