PAP Life: - Włączyła się pani do akcji "Różowy październik" organizowanej przez markę bieliźniarską Li Parie. Czy październik można już w Polsce nazwać "różowym miesiącem"?

Aleksandra Kwaśniewska: - Musi się jeszcze odbyć kilka edycji takich akcji, żeby promowanie profilaktyki raka piersi rozprzestrzeniło się na wszystkie dziedziny życia. W innych krajach październik naprawdę jest różowy. Zdarza się, że drużyna piłki nożnej wychodzi na murawę w różowych koszulkach. Gdyby u nas coś takiego się udało, wtedy uznałabym, że kampania promująca profilaktykę raka piersi faktycznie zatoczyła bardzo szerokie kręgi. Tymczasem mam wrażenie, że nam ciągle brakuje jeszcze dystansu, żeby sobie pozwolić na tego typu akcje i zaangażowanie w nią mężczyzn. Ale idzie ku dobremu, bo głośniej i odważniej mówimy o raku piersi. A jeszcze kilka lat temu kobiety wstydziły się pójść zbadać biust. Dzisiaj zupełnie odwrotnie - wstydem jest się przyznać, że się go nie bada.

PAP Life: - Czyli pani bada się regularnie?

A.K.: - Tak, jeśli chodzi o biust bardzo tego pilnuję. Mama mnie nauczyła, że w tej sprawie nie ma żartów i regularne badanie weszło mi w krew.

PAP Life: - Pojawiały się pomysły, że pracodawcy mogliby włączyć te "kobiece" badania do obowiązkowych badań okresowych.

A.K.: - Czemu nie? Właściwie im więcej regularnych badań, tym lepiej. Ale najważniejsza jest świadomość i docieranie z wiedzą, że rak jest uleczalny i niewiele potrzeba, żeby uratować piersi. Dopiero niepójście do lekarza wiąże się z ryzykiem - często nawet śmierci. Jeśli to wiemy, to niezależnie od tego, czy jest nakaz badań czy nie, kobiety będą się badać. Niezależnie od tego, czy mamy pracodawcę, który nam to badanie zapewni, czy nie - zapewnijmy je sobie same. Jest to w naszym własnym interesie.

PAP Life: - Młodym dziewczynom się może wydawać, że problem ich - jeszcze - nie dotyczy.

A.K.: - Niestety, nie. Choć rzeczywiście taki mit pokutuje. Już dzisiaj wiemy, że coraz młodsze dziewczyny chorują na raka piersi i przez zbyt późne wykrycie choroby tracą biust. Dlatego badać się powinny już nastoletnie dziewczyny.

PAP Life: - Kolejny problem to kompleksy powodujące, że rozmiar biustu wydaje się ważniejszy niż jego zdrowie.

A.K.: - O biuście tak w ogóle mówi się sporo. Co chwila powstają nowe biustonosze, kolejne push-upy, powiększające optycznie piersi o kolejne rozmiary. Mnóstwo mówi się o silikonie i operacjach plastycznych biustu. Niby jesteśmy na biuście skupione, a dbamy o niego niewystarczająco. Polki ciągle - niestety - w niechlubnych rankingach są bardzo wysoko. Na zachorowalność nie mamy wpływu, ale na uleczalność już tak. Skoro tyle rozmów prowadzi się na temat tego, jaki byśmy chciały, żeby biust był - to skupmy się przede wszystkim na tym, żeby... był i badajmy go.

PAP Life: - A jak wyleczyć się z kompleksów związanych z biustem?

A.K.: - Nigdy do końca takich kompleksów nie rozumiałam, ale w dzisiejszych czasach są biustonosze na każdy biust. W salonach, w których pracują brafitterki bieliznę dobiera się w taki sposób, że każde piersi - i małe i duże - wyglądają rewelacyjnie. A tak naprawdę najskuteczniejszym lekarstwem jest chyba zachwyt naszego partnera. Postrzegamy biust jako nasz główny atrybut kobiecości i coś, co jest tak strasznie ważne dla mężczyzn. Pozostaje więc zaapelować do panów, by pomagali swoim partnerkom poczuć się świetnie we własnej skórze.

PAP Life: - Może włączyć mężczyzn w profilaktykę?

A.K.: - Niechcący oni się nawet trochę włączają. Okazuje się, że bardzo dużo guzów wykrywanych jest przez mężczyzn. Oni często lepiej znają biust niż same kobiety i to też powinno nam dać do myślenia. Kobiety mogłyby się bardziej zaangażować w znajomość własnego ciała. A bardzo często to mężczyźni wyczuwają, że coś się zmieniło. Dlatego trzeba pójść za ciosem i zachęcać ich do dalszego uczestniczenia w tej profilaktyce. A te przekonać, że każdy biust jest fajny i nie ma sensu z nikim się porównywać.

Rozmawiała: Jagoda Mytych (PAP Life)