Jej zdaniem, tylko takie ośrodki zapewniają kontrolę jakości i pozwalają w odpowiednim momencie uchwycić nieprawidłowości w budowie badanych komórek.

- Często pacjentki traktują lekarza jak wyrocznię i uznają, że wszelkie podejmowane przez niego czynności są właściwe. A tak niestety nie jest. Spotkałam się kobietami, które chodziły do ginekologa, lekarz pobierał im cytologię i zapewniał, że są zdrowe. A po trzech miesiącach okazywało się, że nowotwór jest już bardzo zaawansowany - podkreśla Elżbieta Więckowska.

Jej zdaniem, to kobieta powinna zwracać uwagę, czy ginekolog używa jednorazowego wziernika i odpowiedniej szczoteczki. - Jeżeli nie ma właściwego sprzętu, nie należy u niego wykonywać cytologii - przekonuje. Dodaje, że wymaz można pobrać prawidłowo wyłącznie za pomocą specjalnej szczoteczki.

- Tylko taka cytologia ma jakikolwiek sens. Niestety prywatne gabinety często, ze względów oszczędnościowych, dalej nie stosują szczoteczek. A ponieważ ginekologia jest gałęzią medycyny, która w olbrzymiej mierze została sprywatyzowana, nie ma żadnej kontroli nad tym co się dzieje w wielu gabinetach. Dodatkowo, wyniki cytologii pobieranej w prywatnych praktykach nie muszą trafiać do państwowego rejestru. Sprawa wymknęła się spod kontroli - alarmuje prezes Fundacji.

Program przesiewowych badań cytologicznych obejmuje kobiety pomiędzy 25 a 59 rokiem życia. Każdej z nich raz na 3 lata przysługuje bezpłatne, finansowane przez NFZ, badanie cytologiczne. W ten sposób prowadzona profilaktyka wtórna nie zapobiega w pełni rozwojowi raka szyjki macicy, ale pozwala wykryć go w bardzo wczesnym stadium i nie dopuścić do rozwoju inwazyjnej formy choroby.

- Jest jednak problem z zachęceniem pań do badań cytologicznych. Od czterech lat wysyłamy imienne zaproszenia do kobiet objętych programem. Niestety nie przynosi to oczekiwanych rezultatów - przyznaje dr Jerzy Giermek, dyrektor Centralnego Ośrodka Koordynującego Programy Wczesnego Wykrywania Raka Piersi oraz Profilaktyki i Wczesnego Wykrywania Raka Szyjki Macicy.

Według prof. Witolda Kędzi, po 6 latach wciąż jesteśmy na poziomie 27 proc. zgłaszalności na bezpłatne badania cytologiczne Jego zdaniem, to za mało, by osiągnąć dobry efekt dla całej populacji (na cytologię powinna się zgłaszać co najmniej 70 proc. zapraszanych kobiet - PAP).

- Panie zniechęca między innymi słaba dostępność do badań i bardzo długie terminy oczekiwania. Są całe powiaty, gdzie nie ma ani jednego zakontraktowanego przez NFZ ginekologa, do którego pacjentki mogłyby się zgłosić z takim zaproszeniem - wyjaśnia prof. Giermek.

Barbara Jobda, prezes Polskiego Stowarzyszenia Pielęgniarek Onkologicznych, uważa, że do pobierania wymazów cytologicznych należy dopuścić pielęgniarki i położne. - Mamy prawie 850 wykwalifikowanych położnych legitymujących się certyfikatami na pobieranie cytologii. Do pobierania wymazów uprawniają je nawet przepisy związane z koszykiem świadczeń gwarantowanych. Ale żeby mogły się tym zajmować, muszą być kontraktowane przez NFZ - podkreślała.

Według prof. Dariusza Lange, kierownika Zakładu Patologii Nowotworów Centrum Onkologii w Gliwicach, cytologia powinna być oceniana wyłącznie w renomowanych pracowniach. Certyfikowane i systematycznie audytowane pracownie, które byłyby finansowane z populacyjnego programu profilaktycznego, dawałyby gwarancję prawidłowości dokonywanych ocen wymazów.

Wydatki państwa ponoszone na cytologię sięgają 100 mln złotych rocznie. Do końca 2011 r. ma powstać program zmian systemowych, który pozwoli do 2020 r. zmniejszyć o połowę zapadalność i liczbę zgonów z powodu raka szyjki macicy. Pracuje nad nim Polska Koalicja na Rzecz Walki z Rakiem Szyjki Macicy.