PAP Life: - Włączyła się pani do akcji "Różowy październik" organizowanej przez markę bieliźniarską Li Parie. Wspólnie namawiacie Polki do większej dbałości o zdrowie, zwłaszcza w październiku.

Edyta Herbuś: - Październik jest różowym miesiącem. Mi się kojarzy bardzo pozytywnie i mam nadzieję, że cała akcja tak będzie się kojarzyła. Wzięłam w niej udział z ogromną przyjemnością, dlatego, że mam świadomość powagi sytuacji: w Polsce na raka umiera podobno dziennie aż 13 kobiet. Jest to niedopuszczalna statystyka... Zwłaszcza, że mamy szansę apelować do kobiet, żeby o siebie dbały. Żeby szanowały siebie, swoje ciało i swoje potrzeby.

Wiem, że w naszym kraju jest wciąż trudne do przełamania tabu związane z cielesnością. Chciałabym, żebyśmy wspólnie to przezwyciężały i mając na uwadze nasze dobro, zdrowie i życie przynajmniej raz w roku - ale wolałabym nawet częściej - robiły odpowiednie badania. Apeluję: kochane kobiety i dziewczyny - nie wstydźcie się! Dotykajcie się w celach zbadania i zweryfikowania, czy wszystko w waszym ciele jest w porządku. Ja regularnie się sama badam i nie widzę w tym nic złego, a wręcz przeciwnie, uważam, że to bardzo, bardzo potrzebne.

PAP Life: - Z czego może wynikać to tabu, o którym pani wspomniała?

E.H.: - Obawiam się, że to, że kobiety mają często problem ze swoją seksualnością, intymnością czy kobiecością... ma to niestety bardzo stare korzenie. To pokoleniowe przekonania, że dziewczyna i kobieta powinna być ugrzeczniona, poprawna, uległa i poddana mężczyźnie. Cieszę się bardzo, że ruchy feministyczne tak ostro z tym walczą, choć czasem może przesadzają...

Powinnyśmy się czuć partnerkami, a nie kobietami podległymi mężczyznom. W kontekście tego ugrzecznienia badanie własnych piersi czy mówienie głośno o kwestiach cielesnych może wydawać się wulgarne i niepoprawne, mało kobiece. A powinno być wręcz przeciwnie - mówmy głośno o takich tematach, by ten przekaz docierał do jak największej liczby kobiet.

PAP Life: - Piersi jednak od zawsze były dla wielu kobiet problemem - za duże, za małe, nie takie jak w magazynach...

E.H.: - Wynika to z kompleksów. Chociaż to wielki paradoks, ponieważ my Polki jesteśmy naprawdę - i nie jest to tylko moje zdanie - jednym z najpiękniejszych narodów... I bez względu na nasze rozmiary jesteśmy cudownymi kobietami. Każdego dnia idąc ulicą widzę dużo przepięknych buzi. To czego mi na nich brakuje to uśmiechu, pewności siebie i akceptacji w stosunku do samych siebie. To widać po oczach, sylwetce, sposobie poruszania się. Najczęściej oczy są spuszczone, a postawą przeprasza się cały świat za to, że się żyje. A powinnyśmy z pełną piersią, odważnie iść do przodu. I rozmiar tej piersi nie ma znaczenia. Każdy biust jest piękny i każda kobieta jest piękna - chodzi tylko o to, żeby akceptowała siebie w pełni, a wówczas emanuje piękną energią.

PAP Life: - Biust często pojawia się na ekranie. Jak aktorki radzą sobie z tym wyzwaniem?

E.H.: - To trudna bariera, którą trzeba w sobie przezwyciężyć. Cielesność i nagość jest w zawodzie aktora czasami niezbędna. Ale każdy aktor i aktorka ma świadomość, że ciało jest naszym narzędziem pracy. Im bardziej jest zadbane tym lepiej i łatwiej je odsłaniać. Ale na początku trzeba przełamać wstyd. Powiem szczerze, że mi się to do końca nie udało... Cały czas mam problem z nagością. Ale życie to rozwój, więc będę dalej nad sobą pracować.