Znajomi namawiają mnie nad wyjazd nad polskie morze. Nie wiem jednak czy to dobry pomysł. Z pogodą może być różnie. Poza podczas takiej eskapady mogę mieć problemy z utrzymaniem diety. Tu rybka (smażona, bo grillowanie się akurat skończyły), tam piwko i po przyjeździe będę kilka kilogramów do przodu.

Lepiej chyba znaleźć jakieś atrakcyjne last-minut i pojechać do Grecji albo Tunezji. A tam słońce, morze i pyszne owoce. Mogłabym potrenować pływanie, i odżywiać się tylko grecką sałatką, jogurtem i arbuzami. Jak wrócę będę wyglądać super fit!

Jest jednak jeszcze jedna opcja. Tydzień w spa. A tam zabiegi odchudzające, trening, masaże i maseczki. Pełen relaks. I błogosławieństwo dla mojego ciała.

Dobra koniec tych marzeń. Najpierw muszę się zorientować w pracy, kiedy mam wolne. I oczywiście podliczyć fundusze.

Wizja letnich występów w bikini zmobilizowała mnie jednak do dalszej pracy nad swoim ciałem. Choć całą niedzielę snułam się bezczynnie po domu, wieczorem wzięłam się w garść i pognałam na Gymnasionu. Nie było Krzysia, więc poćwiczyłam sama. I muszę przyznać, że całkiem intensywnie. Zrobiłam 100 brzuszków!