W pracy próbowałam powtarzać notatki, choć nie było to łatwe. Mimo piątku roboty było po pachy! Ruch jak w ulu, stale ktoś o coś pytał, biegałam jak poparzona. Gdy znalazłam wolną chwilę i rzucałam się na książkę, dzwonił telefon albo pojawiał się szef. Raz nawet zapytał, dlaczego jestem taka nerwowa i co tam ukrywam pod stołem? Głupio mi się zrobiło i zaczęłam się jąkać:-)) Myślę, że niewiele udało mu się zrozumieć z tego, co wybąkałam, ale spojrzał na mnie ze zrozumieniem. Wnioskuję, że nie wyciągnie żadnych konsekwencji... Egzamin - ludzka rzecz. Podnoszę przecież kwalifikacje zawodowe:-)))) Zresztą przed podjęciem decyzji o studiach skonsultowałam się z szefostwem i dostałam zielone światło.

Po południu nie wytrzymałam. Pobiegłam do Gymnasionu, żeby zrzucić z siebie balast nie tylko w postaci tłuszczyku, ale i ten paraliżujący moje całe ciało, czyli mega stres. Biegałam na bieżni, jak szalona. Zapomniałam o całym świecie. Zawzięłam się. Aż Krzyś zwrócił na mnie uwagę i zaczął się martwić, że przeholuję i zrobię sobie krzywdę. Kazał mi NATYCHMIAST zejść z bieżni i przerzucić się na mniej forsujące ćwiczenia. Tak więc zrobiłam milion:-))) brzuszków i przeszłam przez wszystkie możliwe maszyny. Na koniec dostałam pochwałę z małą naganą za tę bieżnię...

Potem był szybki prysznic i sprint do domu. Kolacji nie mogłam zjeść. Trudno, mi akurat to nie zaszkodzi:-))) Uczyłam się bez przerwy do północy. Jutro o 12.00 godzina prawdy. Zdam, jak myślicie? MUSZĘ!

Partnerzy akcji:


www.gymnasion.pl
www.lifetech.pl
www.zielonakawa.pl
www.celebrity.com.pl
www.genesisclinic.pl
www.osirtargowek.waw.pl