Mama tryska energią. Nie chce już leżeć w łóżku. Najchętniej by się krzątała po domu. I w sobotę rano oznajmiła nam, że ugotuje obiad. Wyobrażacie sobie coś takiego? Dopiero co wyszła nie szpitala, a już chce biegać po kuchni!!! Oczywiście nie mogliśmy z tatą na to pozwolić. Powiedzieliśmy mamie, że jest to absolutnie niemożliwe. I sami wybraliśmy się na targ.

To było super przeżycie. Na bazarze jest teraz tyle pięknych, świeżych i pachnących warzyw i owoców. Nakupowaliśmy rzodkiewek, pomidorów, sałaty i młodych kartofelków. A do deser oczywiście truskawki i czereśnie. O tej porze roku odchudzanie to sama przyjemność. Można najeść się do syta, nie tykając nic niezdrowego.

Po powrocie do domu czekało nas wielkie gotowanie. Najpierw zupa pomidorowa. Poszło sprawnie i bez kłopotu. Potem tata się wziął za skrobanie ziemniaczków, a ja przyprawiłam udka kurczaka i z drżącym sercem wstawiłam do piekarnika. Przecież nie mogę jeść smażonego. Kurczak tylko pieczony lub grillowany wchodzi w grę. Potem zostało już tylko przyprawienie sałaty z pomidorami. Równo o 14. stawiła się Magda z Marcelinką i zasiedliśmy do stołu. Trochę miałam tremę. Ale wszystko wyszło super. Zupka smakowita, jak stwierdziła Magda. Kurczaczek dobrze przyprawiony i wypieczony. Muszę przyznać, że skusiłam się także na ziemniaczki. Wiem, że nie powinnam, ale nie mogłam się oprzeć. Były takie młodziutkie i kuszące. Najgorsze jest to, że nawet nie żałuję. Niebo w gębie!!! Pychota!!!!

By spalić trochę pochłoniętych kalorii, po obiedzie poszłyśmy z Magdą i Marcelinką na spacer. Marcelinka była w super humorze i sporo gaworzyła. Nawet chciała zaprzyjaźnić się z pewnym malcem, którego spotkałyśmy w parku. Ale on jakiś taki był nieśmiały i raczej niechętny do zawierania nowych znajomości. Niestety potem się zachmurzyło i musiałyśmy szybko zmykać do domu. Ale udało się nam uciec przed deszczem.

Wieczór spędziłam z mamą i tatą przed telewizorem. Takie proste rodzinne rozrywki też są czasem potrzebne. Wbraw pozorom było to bardzo relaksujące. I takie beztroskie. Czułam, że nie muszę się już martwić o mamę, bo wszystko będzie dobrze.