Spędziłam z mamą całe przedpołudnie. Żeby ją rozweselić i dodać jej otuchy cały czas gadałam jak najęta - opowiadałam, co tam u mnie dobrego i że Marcelinka za nią tęskni.

Mama powoli dochodzi do siebie, choć widać, że pobyt w szpitalu ją przygnębia. Nic dziwnego - jest tam tak szaro, ponuro i człowiek czuje się tam taki bezradny…. Na szczęście wszystko będzie dobrze i biedna mama już wkrótce będzie mogła wrócić do domu.

Jak można się domyślać wizyta w szpitalu nie przywróciła mi apetytu. Rano wybiegłam z domu bez śniadania, bo z tych nerwów znów nie mogłam nic przełknąć (wiem, moja pani dietetyk nie będzie zachwycona - śniadanie to podstawa zdrowego odżywiania). Postanowiłam, więc że mimo wszystko zjem obiad. Wybrałyśmy się z siostrą do naszej ulubionej knajpki. Zamówiłam dużo warzyw i rybkę z grilla. Była pyszna, ale zamiast jeść, dłubałam w niej jak prawdziwy niejadek. Jeszcze nigdy zjedzenie obiadu nie zajęło mi tyle czasu! Jak tak dalej pójdzie, nawet nie zauważę, kiedy zgubię kolejne kilogramy i zamienię się w zwiewną Sylfidę.

Partnerzy akcji:

www.zielonakawa.pl
www.gymnasion.pl
www.genesisclinic.pl
www.osirtargowek.waw.pl
www.celebrity.com.pl