Czy to wina nocnego podjadania truskawek? Skrócenia czasu ćwiczeń? A może już więcej nie schudnę? Może moje możliwości w tej kwestii się wyczerpały? We wtorek mam wizytę w Europejskim Centrum Odchudzania. Mam nadzieję, że usłyszę kilka słów pocieszenia.
A może powinnam znowu wybrać się do psychologa, żeby mnie z powrotem pozytywnie nastawił do mojej diety?
W sumie przydałaby mi się taka wizyta. Może załatwiłabym przy okazji kwestię stresu przedegzaminacyjnego. Na pewno są jakieś psychologiczne sztuczki, żeby sobie z nim poradzić...

Od kilku dni każdą wolną chwilę poświęcam na wkuwanie, ale jakoś marnie mi to idzie. Brakuje mi imprez i męskiego towarzystwa. Chyba głupio zrobiłam, że nie dałam Marcinowi swojego numeru. W sobotę wstałam rano i pobiegłam na basen w nadziei, że go spotkam. Niestety nie było go. Muszę poczekać na spotkanie do poniedziałku.
W ogóle sobota minęła mi tak jakoś nijak. Snułam się po mieszkaniu, piłam zieloną herbatę (poprawia przemianę materii i
pomaga oczyszczać organizm z toksyn), ślęczałam nad notatkami, robiłam brzuszki w poczuciu winy, że zaniedbałam siłownię, walczyłam z chrapką na budyń czekoladowy z kawałkami orzechów... Gdy żyje się na szybkich obrotach, gdy nie ma czasu myśleć o burczeniu w brzuchu oraz o tym, jakie to wymyślne potrawy mogłyby je uciszyć, to wszystko jest w miarę ok. Gdy jednak przychodzi dzień siedzenia w domu (choć bynajmniej nie jest to tym razem związane z błogim lenistwem), mój żołądek zaczyna domagać się wszystkiego, czego mu nie wolno: chipsów, lodów, marcepanków, porządnego obiadu...
Wczoraj zrobiłam sobie ogórkową bez ziemniaków i pierś z kurczaka z warzywami, a taką miałam ochotę na żurek i białą kiełbasę na ciepło... Pół dnia chodziłam jak struta, zastanawiając się, jak tu urozmaicić swojej posiłki i przemycić w nich choć niewielke ilości zakazanych smakołyków. Rozsądek zwyciężył, ale za to złapałam doła...

Partnerzy akcji:

www.zielonakawa.pl
www.osirtargowek.waw.pl
www.gymnasion.pl
www.celebrity.com.pl
www.genesisclinic.pl