Zapytaliśmy nasze Internautki, czy regularnie się badają. Wyniki nie są optymistyczne. Zaledwie trzy na 10 odpowiedziało: "robię podstawowe badania przynajmniej raz w roku". Kolejnych 8 proc. robi wyłącznie badania medycyny pracy. Z resztą jest gorzej. Ponad 30 proc. kobiet czeka z badaniami do ostatniej chwili, aż coś zacznie im dolegać, a ponad 4 proc. mówi wręcz: "szkoda pieniędzy, gdy nic nie boli".

Kolejnych 7 procent Polek robi badania, jak im się przypomni, a co piąta spośród naszych Internautek przyznaje, że dba o wszystkich, tylko nie o siebie. Tylko niespełna 3 proc. przyznało się do innej skrajności - czyli obsesyjnego biegania po lekarzach. Co o tym sądzą eksperci?

Jarosław Pinkas, wiceminister zdrowia, jest mocno zatroskany:
"Właśnie dostarczono nam wyniki akcji rozsyłania zaproszeń na bezpłatne badania cytologiczne, które mogą uratować przed rakiem szyjki macicy (to wspólny program Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia dla kobiet w wieku 25-59 lat - red.). Skorzystało z nich zaledwie 10 proc. zaproszonych" - mówi Pinkas. "Najwięcej kobiet skorzystało z akcji, kiedy porozumieliśmy się z twórcami serialu <M jak miłość> i jego bohaterki mówiły - na ekranie - że wybierają się na badania. Ale i tak efekt był krótkotrwały. Niektóre panie wręcz dzwonią do ministerstwa lub NFZ z pretensjami, że w ogóle im te zaproszenia wysyłamy. Proszę mi wierzyć, że zdarzają się telefony z uwagami: <po co? to moja prywatna sprawa>. Z całą pewnością te osoby nie są świadome zagrożenia. Być może ulegają jakimś mitom funkcjonującym w ich środowisku, w rodzaju <lepiej nie wiedzieć>, albo idzie do ginekologa, to pewnie jest w ciąży".

Inaczej widzą to specjaliści ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej:
"Jednym z powodów takich zachowań jest fatalna opinia o służbie zdrowia. Bo nie ma co ukrywać: większości Polaków kojarzy się ona głównie z kolejkami i złym traktowaniem pacjenta" - uważa Aleksandra Jodko, psycholog z SWPS. "Lecz najważniejszym problemem jest wstyd. Kobiety wstydzą się tego, że będą dbać o siebie, sobie poświęcać czas a nie rodzinie jak to jest u nas przyjęte. W przypadku badań ginekologicznych dochodzi jeszcze fakt, że muszą odsłonić nagość, co jest szczególnie trudne w naszej kulturze. A i lekarze nie są przygotowani do odpowiedniego traktowania kobiet: zdarza się, że pacjentka, która po kilku latach pójdzie do ginekologa jest karcona, że tak długo nie była zamiast usłyszeć <Super! Wreszcie podjęła pani mądrą decyzję>. Ponadto kampanie prozdrowotne - choćby ta zachęcająca do badań cytologicznych - są źle robione. Należałoby w nich wykorzystać więcej osób publicznych, z którymi może się identyfikować duża część społeczeństwa. Badania te powinny być pokazywane jako coś co robi osoba z sąsiedztwa, choćby pielęgniarka z serialu, którą lubimy, a nie filmowa gwiazda, piękna i odległa, z którą niewiele osób się utożsamia".
MiD