Dzisiaj na przykład szłam korytarzem i koleżanka, która cały zeszły rok siedziała koło mnie na ćwiczeniach, nie poznała mnie. Nie chodziła od samego początku semestru. Pojawiła się dopiero teraz. Prawie na nią wpadłam, a ona nic. Dopiero po chwili coś tam zaczęło jej świtać. Nie mogła zrozumieć, co jest ze mną nie tak. Że jestem mniej opalona, zapuszczam włosy, że tak jakoś inaczej się ubieram...

Chyba próbowała być taktowna, bo nie przechodziło jej przez gardło: SCHUDŁAŚ!? W końcu wydusiła z siebie: jakaś taka jesteś… mnieeeejsza. Parsknęłam śmiechem! Po prostu mniej tłusta, mniej okrągła na buzi, mniej spasiona! Powiedzmy to sobie wprost. I nie wcinam frytek w przerwie między zajęciami! Nowy lifestyle! Nowy image… i cała masa nowości, które o wiele lepiej brzmią po angielsku:-)

Oj, ale tak serio, to ciężko mi znieść to, jak siedzę na wykładzie i dookoła mnie wszyscy coś jedzą. Płakać mi się chce z głodu, a wiem, że nie ma szans na paluszki slone albo batonika. Nawet kawy nie mogę wypić! A to naprawdę niesamowity heroizm nie usnąć bez kawy na niektórych zajęciach. No i nie ukrywajmy, że czasem też je się z nudów. Tak, żeby czas szybciej zleciał. Mnie tego nie wolno robić i dlatego męczę się bardziej niż inni na co nudniejszych zajęciach.


www.lifetech.pl


www.gymnasion.pl


www.celebrity.com.pl


www.genesisclinic.pl