W tym tygodniu mam nalot znajomych i rodziny. Dzisiaj zwalili mi się na głowę mój brat Maciek z dziewczyną. Przy całej mojej siostrzanej miłości, naprawdę z trudem i cudem jakimś znalazłam kwadrans na spotkanie. Niby to niedziela, ale pełna wrażeń! Studia, basen i siłownia… Kawa z bratem stanowiła duży problem, ale jakoś podołałam.
Oczywiście byli pod wrażeniem, że tak chudnę. Podobno w Żelechowie nie mówi się niczym innym. Wszyscy wspominają starą Ewę Rybitwę. Grubą i zapuszczoną. I strasznie się podniecają, że się tak publicznie odchudzam. Może nawet zrobią o mnie reportaż w lokalnej gazecie! Jestem tam teraz prawdziwą gwiazdą :-))) Na szczęście o mojej miejscowości pisałam w samych superlatywach. Mimo że nie przypuszczałam, że ktoś z mieszkańców może to czytać... Ale teraz gdy o tym wiem, poczułam dodatkową motywację. Jeśli się poddam, to będzie skandal i ogólnożelechowska porażka narodowa :) Dlatego postanowiłam zostać dzisiaj pół godziny dłużej na siłowni! Głównie rowerek i bieżnia, bo to nie rujnuje mojego kręgosłupa tak jak brzuszki. Okazało się jednak, że Krzysiek ma w sobie coś z człowieka i rozumie, co to znaczy, jak kręgosłup boli :) Na szczęście pomocny w złagodzeniu tego bólu okazał się basen.