Moja mama będzie miała w tym tygodniu operację. Strasznie się denerwuję. Błyskawicznie minęła mi ochota na żeberka i takie tam. W ogóle straciłam apetyt i myślę tylko o niej.

Rzadko się widywałyśmy odkąd się przeniosłam do Warszawy, stanowczo za rzadko. Było tyle wieczorów, kiedy chciałam się do niej przytulić... Potem jednak przychodziły poranki, a ja znów wpadałam w swój rytm życia. Codzienny, warszawski, szalony, pełen planów, obowiązków...
Mama będzie operowana w Otwocku. Wzięłam urlop, żeby ze wszystkim zdążyć. To kawał drogi. Jeżdżenie do niej zajmie mi pół dnia. Do tego stałe punkty programu, czyli siłownia, wizyty u psychologa, w salonie piękności, basen, redakcja itd. To nawet dobrze się składa, że muszę o tym myśleć, bo inaczej oszalałabym z nerwów!
Do całej gamy tortur, jakim poddawane jest moje ciało, dojdzie jeszcze zabieg w grocie solnej. Nie wiem, na czym to polega. W Internecie wyczytałam tylko, że to oryginalna metoda zastosowania soli morskiej w celach leczniczych i relaksacyjnych… No więc będę sobie leżeć w wygodnym leżaku i wdychać jod i jakieś mikroelementy. Do tego puszczą mi szelest wiatru, śpiew ptaków i szum morza… i tak przez 45 minut. Chyba to zniosę;-))) Skoro przyzwyczaiłam już moją oponkę do zabiegu VIP, to grota solna nie zrobi na niej wrażenia.