To czekanie jest najgorsze. Całkiem mnie rozstraja. Wracałam dzisiaj metrem po zabiegu i jakiś pan ustąpił mi miejsca. Troszkę go zmyliła moja oponka na brzuchu. Ale nawet się nie wściekłam. Nie pierwszy raz ktoś pomyślał, że jestem w ciąży;-))) Zawsze lepiej być posądzoną o ciążę niż kolosalną nadwagę. Dzisiaj akurat rozsiadłam się z rozkoszą na zwolnionym dla mnie miejscu. Stres jest męczący!
Po południu pojechałam do mamy do szpitala. Zrobiła wielkie oczy na mój widok. Przestraszyłam się trochę tego wytrzeszczu, myśląc, że może to jakiś efekt uboczny po narkozie... tymczasem chodziło o to, że TAAAAAK schudłam!!!!! Nie miałam pojęcia, że aż tak się zmieniam. Mama nie widziała mnie od Wielkanocy, czyli ledwie miesiąc. No, ale przecież ubylo mi w tym czasie jakieś 5 kilogramów. Jeśli moja waga łazienkowa się nie myli, to tylko w ubiegłym tygodniu straciłam ponad kilogram. Mama po operacji czuła się całkiem nieźle, co mnie trochę podbudowało i dodało nadziei, że wszystko będzie dobrze. Ale tak naprawdę ostateczny wyrok zapadnie jutro. Nie mogę się doczekać, kiedy wyjdzie do domu. Mam wyrzuty sumienia, że nie posiedziałam u niej dłużej. Ale spieszyłam się na basen. Wiem, że to rozumie. Bardzo mnie wspiera w mojej diecie. No! Nie to co sąsiad, który pyta po co właściwie się odchudzam...