Od progu traktowano mnie jak prawdziwą gwiazdę. Wszystkie panie zajmujące się mną były bardzo miłe, a sama wizyta w salonie zapewniła mi masę niezapomnianych i zupełnie nowych przeżyć.

Najlepszy i najprzyjemniejszy był masaż twarzy. A najdziwniejszy: masaż brzucha urządzeniem, które nazywa się VIP. Przymocowano mi do brzucha pas z kawałkami jakiegoś materiału i elektrodami. Potem podłączono to do prądu, który miał pobudzić do pracy moje mięśnie. Dostałam dziwnych skurczy. Zatrzęsło moim brzuchem niemiłosiernie. Podobno zabieg rewelacyjnie redukuje cellulit i modeluje ciało. Super, ale dlaczego muszę tak cierpieć!!

Następnie umieszczono mnie w kapsule parowej VICHY. Hydromasaż z dodatkiem soli, olejków aromaterapeutycznych i alg był całkiem całkiem. Zrelaksowałam się na maksa. Na koniec zaserwowano mi WATERMASS, czyli masaż specjalnymi olejkami i aparatem pod ciśnieniem. Pamiętam szczypanie i łaskotki. Ale warto było pocierpieć, bo zapewniano mnie, że dzięki temu moja tkanka tłuszczowa nie ma szans.

Na siłowni poskarżyłam się Krzysiowi na moje problemy z kolanami. Muszę uważać i kiedy zacznę odczuwać dolegliwości zwolnić tempo ćwiczeń. Stwierdził również, że przydadzą mi się dodatkowe zajęcia rozciągające. W ten sposób zostałam oddelegowana na zajęcia grupowe z aerobiku. Wreszcie będzie jakaś odmiana po rowerze i bieżni.