Postanowiła się odwdzięczyć za moją gościnność. Niestety mogłam się tylko przyglądać jak wsuwa naleśniki z żółtym serem i popija winem… - Ewa, no co ty? Nie zjesz???!!! Ja myślałam, że ta dieta, to tak nie do końca na poważnie - powiedziała zdziwiona. No kurna, ciekawe jak ona sobie wyobrażała dietę na żarty!!!
Klnąc pod nosem, pomaszerowałam po razowiec i pastę jajeczną. Gdy przestało mi burczeć w brzuchu i wściekłość nieco minęła, oświeciło mnie, że ta kolacja to doskonały pretekst, by zaprosić sąsiada. W końcu Ania nagotowała dla dwóch osób. Szkoda, żeby się zmarnowało.
Michał strasznie się ucieszył na widok naleśników. Poczułam się nawet trochę zadrosna o te głupie placki. Na mój widok też co prawda oczy mu się zaśmiały, ale nie aż tak. Hmm, może coś w tym jest, że przez żołądek do serca... Ale w takim układzie w życiu nie znajdę faceta:((( Bo który chciałby wcinać dietetyczne sałatki, razowy chlebek, wędzonego dorsza zamiast np. kaczki w pomarańczach???!!!