Siedziałam w domu z ręcznikiem na głowie i w szlafroku, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Mój sąsiad meloman chciał pożyczyć żelazko. Miał na sobie strasznie pogniecioną koszule w motyle. Ohydny wzór, taki na maxa kiczowaty. Nie zapanowałam na skurczem twarzy. Musiał to zauważyć, bo powiedział: No, co się tak krzywisz? Wiem, że jest pognieciona. Dlatego właśnie chcę pożyczyć to żelazko! Wziął mnie na litość, więc poszłam go poszukać. Po niecałych 5 minutach był znowu w moim progu.
- A może mogłabyś… no wiesz… zrobić to za mnie??? - zapytał podnosząc zalotnie lewą brew i wręczając mi na bezczelna moje własne żelazko.
- Koleś, czyś ty oszalal? Kto ja jestem? - pomyślałam. Ale odpowiedziałm: - A ile mi zapłacisz? I podniosłam zalotnie prawą brew.
- Ooooo… maaatkoooo! Fantastyczna jesteś! Super!!! Fajnie, że się zgodziłaś, bo wiesz, ja nie radzę sobie z prasowaniem koszul. Stawiam ci za to drinka. Masz czas jutro o 19?
Pokiwałam przytakująco głową kompletnie zaskoczona.
- To wpadnę po ciebie - odpowiedział zdecydowanym głosem, nawet nie pytając, czy mam ochotę, by po mnie wpadał.

Gdy już wyprasowałam mu tę obciachową koszulę, zaczełam się zastanawiać, co ja jutro włożę. Niby chodziłam ostatnio sporo po sklepach, ale niewiele kupiłam. Jakąś przecenioną spódnicę na chłodniejsze dni. A jutro pewnie będzie ciepło. O matko! Stwierdziłam, że nie ma sensu wydawać pieniędzy, bo przecież schudnę jeszcze bardziej, ale przecież w moich starchy ciuchach też już nie bardzo mogę się pokazywać ludziom, a już na pewno nie spotykać się z mężczyznami, jeśli nie chcę sie zestarzeć samotnie. Jutro z rana pędzę na zakupy.