Na początku nie lubiłam pani Anety. Trochę się bałam, że będzie ze mnie chciała zrobić świra. Ale podobno kontrola stanu psychicznego odchudzających się jest bardzo ważna w całym tym procesie metamorfozy. Po kilku spotkaniach widzę jednak, że pani Aneta to prawdziwa profesjonalistka. Świetnie się z nią rozmawia. Znam ją od niedawna, ale czuję, że mogę na nią liczyć. Wysłucha i pocieszy, powie coś miłego. Kobiety są lepszymi pocieszycielkami. Faceci lepiej przytulają, ale rzadko wiedzą, co powiedzieć!

Na razie nie mam osobistego pocieszyciela i na nic takiego się nie zanosi. Nawet sąsiad przestał mnie atakować zza ściany dźwiękami przyprawiającymi o ból zębów. Chyba więc już skończył z podrywaniem mnie:)

Z coraz większym uznaniem spogląda na mnie za to mój trener. Nie jest to jednak spojrzenie polującego samca, ale raczej artysty patrzącego na swoje dzieło. Krzysiek wymaga ode mnie coraz więcej. Coraz krócej jestem na bieżni i na rowerku, a coraz więcej czasu spędzam, robiąc ćwiczenia na brzuch, uda, pośladki...

Poznałam na siłowni Anię, która waży 80 kg (ona tak twierdzi, jak bym jej dała 90 kg) i która również postanowiła schudnąć. Wymieniamy się naszymi wrażeniami na temat diety. Okazało się, że Ania sama decyduje o tym, co je. Nie korzysta z porad dietetyka ani lekarza. Namówiłam ją jednak na wizytę. Zwłaszcza, że są sposoby i środki, by pomóc trochę spalać się tkance tłuszczowej. Oczywiście stosowane w odpowiedniej dawce jest to w 100 procentach bezpieczne. Ja na przykład piję wodę z preparatem MethoDraine Detox, który pomaga w usuwaniu z mojego organizmu toksycznych substancji.