Kobieta Dziennik: Twoja "holenderka” ma…

Paulina Holtz: Koszyk, bagażnik i osłonę na tylne koło, żeby nie wkręcała się spódnica. W koszyku można wozić zakupy lub psa, a na bagażniku ukochanego (śmiech). Kiedyś miałam rower górski. Trzymałam go na klatce schodowej i przypinałam kłódką. Pewnego dnia wyszłam z domu i zobaczyłam samą kłódkę. Wtedy postanowiłam kupić rower, który z racji niskiej ceny nie jest kuszącym łupem dla złodziei.

Zapłaciłaś za nią…

200 złotych, bo jest stara i używana. Czasem trzeba jeszcze dołożyć kilka symbolicznych groszy, żeby taki rower doprowadzić do porządku ale i tak się opłaca, bo jest niepowtarzalny i klimatyczny. Oczywiście można sobie kupić "wypasiony” miejski rowerek za kilka tysięcy. Ale ja z wiadomych względów preferuje tańszą opcję.

K.D. Zainwestowałaś w specjalny strój…

0 złotych. Jeżdżę w takim ubraniu, w jakim jestem danego dnia. Czasem spódnica i tiulowa halka pod spód, żeby nie rozpraszać kierowców, kiedy wiatr zawieje (śmiech). Czasem dżinsy i wygodna sportowa bluza.

Rower to dla Ciebie…

Środek transportu. Tak jak niektórzy wsiadają do samochodu lub metra, ja używam roweru do jazdy po mieście. Robię to dokładnie od momentu, kiedy przestałam jeść mięso, czyli od 15 lat..

Rozpoczynasz nim sezon…

Kiedy już jest sucho i trochę cieplej, bo łatwo się na nim przeziębić. Nie lubię też kiedy pada mi na głowę, a rower ma mokre siodełko, choć w taką pogodę nie raz zdarzyło mi się jeździć. Żeby wydłużyć mój sezon i móc popedałować w deszcz planuje zakup specjalnej pelerynki, która zakrywa cały rower i "jeźdźca".

Poruszasz się nim…

Głównie po centrum, bez korków, bez konieczności płacenia za parking. Ale dzięki temu, że jest metro mogę pojechać też do TV na Woronicza albo na Żoliborz i nie zmęczyć się za bardzo. Na przedstawienia raczej nie jeżdżę. Parę lat temu, jadąc na plan filmowy przewróciłam się i rozbiłam głowę. Od tamtej pory nie wsiadam na rower kiedy wiem, że nie mogę sobie pozwolić na kontuzje.

Takie rowery jak twój lubią ludzie…

Pokojowo nastawieni do świata, którzy uwielbiają spędzać czas z przyjaciółmi, nie spieszyć się i cieszyć miejskim rytmem. Myślę, że upodobania do rodzaju roweru wynikają z usposobienia i stylu życia.

Podobnie do Ciebie…

Żyje coraz więcej osób. Podróżują po mieście na swoich rowerach. Z tych "znanych” są to m.in.: Magda Cielecka, Magda Smalara, Marek Raczkowski, Jacek Fedorowicz i wielu moich znajomych i nieznajomych. Rowerowa rodzina się powiększa, szkoda tylko, że władze Warszawy robią wszystko, żeby to utrudnić. Ścieżki rowerowe, zamiast w centrum, budują na obrzeżach stolicy. Po ulicach strach się poruszać, bo kierowcy nie uważają na rowerzystów. Po chodnikach jeździć nie można, dla bezpieczeństwa przechodniów, a po nielicznych ścieżkach rowerowych spacerują piesi.

Najciekawsza przygoda…

Nie była przyjemna. Jechałam w miarę szybko poboczem ulicy i nagle pękła mi linka hamulcowa! Jak z koszmarnego snu. Zaczęłam hamować nogami, ale oczywiście w finale runęłam na ziemię, cudem nie wbijając się w ludzi i zaparkowane auta. Poza dziurą w rajstopach i paroma siniakami nic mi się nie stało. Mam nauczkę, że należy o rower dbać i regularnie robić przeglądy!

Kondycja fizyczna….

Na pewno o niebo lepsza, odkąd przesiadłam się na rower. Nawet po dłuższych trasach nie odczuwam zmęczenia i nie mam zakwasów. Jednak żeby mieć lepszą figurę, warto jeszcze robić coś dodatkowego.

Rowerek stacjonarny…

Boję się, że mnie znudzi, bo dla mnie jest to troszeczkę jak jazda bez celu. Wole traktować rower jako środek lokomocji. Być może ciekawsze by były zajęcia w grupie "cyklistycznej” . Musiałabym spróbować.

Rower to najlepszy…

Sposób na relaks. Po pierwsze przy wysiłku fizycznym wydzielają się hormony szczęścia. Po drugie, kiedy tak spokojnie sobie pedałuję po mieście, cieszę się pogodą, spotykam znajomych, nie stresuję się brakiem miejsc parkingowych, mogę wejść do każdego mijanego sklepu albo wstąpić na kawkę... Cóż może być bardziej uspokajającego?

Polecasz go….

Zdecydowanie wszystkim!