Dziś w pracy zrobiło mi się słabo. Zakręciło mi się w głowie i zanim się zorientowałam, siedziałam na podłodze, a nade mną stał tłum koleżanek z zatroskanymi minami. Pogotowie chciały nawet wzywać. Niezłego stracha napędziłam też klientowi, który jak każdy, kto próbuje załatwić jakąś sprawę w ZUS-ie, wściekał się na urzędnika, czyli na mnie. Biedak, miał taką przerażoną minę. Chyba już nigdy więcej nie będzie krzyczał na urzędniczkę:) Na szczęście szybko udało mi się wrócić do pionu. Wypiłam trochę wody, zjadłam marchewkę i zadzwoniłam do mojej dietetyczki. Musiałam się przyznać, że ostatnio zrezygnowałam zupełnie z jedzenia pieczywa i nabiału. Wymyśliłam sobie, że w ten sposób szybciej schudnę. W końcu robi się coraz cieplej i sezon sukienkowy zbliża się wielkimi krokami... Okazało się, że zrobiłam straszne głupstwo. Dietetyczka wyjaśniła mi, że to najczęstszy błąd wszystkich odchudzających się. Nie wolno wykluczać z diety pieczywa i nabiału, bo w odpowiedniej ilości są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Przekonałam się o tym dzisiaj w dość bolesny sposób. Mam ogromnego siniaka na tyłku. I nasiałam paniki wśród klientów i koleżanek.