Oczywiście mój jadłospis nie pozostawia mi żadnych złudzeń co do tego, że wszelkich słodyczy muszę się absolutnie wystrzegać. Pofolgowałam sobie na Wielkanoc, ale obiecałam sobie, że do Bożego Narodzenia nie tknę już nic słodkiego. Dotrzymanie tego postanowienia nie jest łatwe. Czasem aż mnie skręca na myśl o batoniku...
Tymczasem wczoraj w Celebrity Beauty & Spa pani kosmetyczka zrobiła mi maseczkę czekoladową. Myślałam, że poryczę się ze złości. W akcie desperacji próbowałam zlizać trochę. Niestety mam za krótki język. Zreszą później okazało się, że wcale nie smakuje dobrze. Ale pachniała niesamowicie, pogłębiając moją frustrację. Jezu, ile ja się muszę nacierpieć!!! Co za debil w ogóle wymyślił maseczki z alg o zapachu czekolady???!!! Dziś za to koleżanka z pracy obchodziła urodziny. Oczywiście musiała je uczcić tortem cappuccino!!! Przyszła do mnie wyszczerzona z wydzieloną porcyjką.
- No chyba mi nie odmówisz, sama piekłam - zaszczebiotała.
- Owszem, odmówię - wycedziłam przez zaciśnięte zęby, przełykając ślinę.
Oczywiście nie dała się tak łatwo spławić i musiałam walczyć z pokusą jeszcze przez kilkanaścIe dłuuuuugich sekund. Gdy wszyscy wokół opychali się tym tortem, ja zadowoliłam się skromnym jabłuszkiem. To były istne katusze!