Franek dał mi swój telefon. Postanowiłam nie przejmować się konwenansami i poprosić go numer. A co tam! Przecież nie będę czekać do siedemdziesiątki, aż ktoś się wreszcie mną zainteresuje. Okazało się, że Franek ma dzisiaj wolny wieczór i chętnie pójdzie do kina. Nie mogę w to uwierzyć!!!

Od godziny gapię się w otwartą szafę i zastanawiam, jakby tu podkreślić te prawie 10 straconych kilogramów. Coś czarnego, obcisłego… hmmmmm… cały problem polega na tym, że właściwie to nic już na mnie dobrze nie leży. Wszystkie spodnie wiszą mi na tyłku. Czy to nie cudowne!!!!????????????? Czasami zakładam je tylko po to, żeby móc się rozkoszować tym „luzem” na biodrach. Innym razem znowu budzę się z krzykiem, bo śni mi się, że zjadłam paczkę ciastek, automatycznie przytyłam 20 kg i wylewam się tych spodni jak za dawnych czasów…

Boże… co by tu założy??? W końcu to tylko kino… ale też randka… może potem jeszcze skoczymy gdzieś na drinka… co ja mówię? Przecież ja nie mogę pić alkoholu!!! A fe!