Dla 92% Polaków uroda jest synonimem sukcesu. Według OBOP-u, aż 84% Polek chciałoby zmienić coś w swoim wyglądzie!

Kobiety, zrobię to dla nas! Ja się nieźle czuję w swojej skórze, ale skoro tyle z Was chciałoby się „poprawić”, sprawdzę, jaką cenę ma piękno. Odsysanie tłuszczu, powiększanie biustu, podnoszenie pośladków bądź powiek (do wyboru, do koloru), wstrzykiwanie botoksu wygładzającego zmarszczki - ciekawa jestem, co specjaliści od doskonałości będą chcieli mi sprzedać. W każdej kobiecie można coś poprawić. Pytanie tylko: czy trzeba? No właśnie. Czy trzeba i warto zrobić to mnie? Wybieram numery telefonów cudotwórców z renomowanych gabinetów chirurgii plastycznej w Warszawie. Konsultacja? Ależ chętnie. Najbliższy wolny termin: 27 grudnia. Nie, dziękuję, aż tak cierpliwa nie jestem. Kolejna próba. Za 2 miesiące? To już bliżej, ale i tak za późno. Jestem uparta. Udaje mi się umówić na konsultacje w czterech gabinetach. Pierwsza już następnego dnia...

Pierwsza wizyta: „Za mały biust”

Czuję niepokój porównywalny ze stresem przed pierwszą randką nastolatki. Lekko onieśmielona przekraczam próg kliniki. Wita mnie przystojny, perfekcyjnie wypielęgnowany mężczyzna, z uśmiechem na twarzy mówiącym „uczynię Cię piękną”. To chirurg. W jego gabinecie zielona skórzana kanapa i dwa fotele, żadnych medycznych sprzętów. Atmosfera jak u psychologa.

Z uwagą słucha mojej skargi, że natura nie obdarowała mnie pokaźnym biustem, a przecież to tak ważne dla każdej kobiety. Rozczulam się nad sobą. I znajduję zrozumienie w oczach, a potem w słowach chirurga. Hamując poczucie zawstydzenia niecodzienną sytuacją, rozbieram się do pasa i „oddaję” swoje piersi w ręce eksperta (dosłownie i w przenośni). Diagnoza: mój biust nie pasuje do mojej budowy ciała. Jest za mały. I rada: jeśli zafunduję sobie większe piersi, dobre samopoczucie nigdy mnie nie opuści. Pewność siebie i stuprocentowe poczucie kobiecości w pakiecie. Satysfakcja gwarantowana. W tym gabinecie stosuje się tylko najlepsze (i najdroższe) implanty. Oczywiście, kiwam głową, w zamian za co dostaję (bezpłatnie) definicję: - Implant składa się z pokrycia - torebki z elastomeru silikonowego, którą wypełnia się zwykłym żelem silikonowym lub miękkim, spoistym, zapamiętującym kształt. Implanty mogą być również wypełnione roztworem soli fizjologicznej.

Teraz następuje próba generalna z udziałem implantów, czyli bezbarwnych plastikowych woreczków wypełnionych cieczą, lekko chropowatych w dotyku. Jedne są kuliste, przeznaczone dla pań, które natura już biustem obdarzyła, drugie w kształcie kobiecej piersi - to dla „desek”. Dostaję woreczek odpowiedni dla mojej budowy, należy go po prostu włożyć za stanik. Teraz trzeba się trochę z tym obcym ciałem oswoić. Posiedzieć sobie, pochodzić. Mam się przyzwyczajać. Kursuję tak między lustrem a moim wybawcą. Dostrzegam podziw w oczach chirurga.

Chwila, chwila. A zagrożenia? Czy taka operacja jest bezpieczna? Zostaję uświadomiona. Możliwe są infekcje. Stany zapalne. Krwiaki. Zdarzają się też przypadki śmiertelne, ale rzadko. Robi mi się słabo. Mam ochotę usunąć silikonową zawartość mojego stanika. Świadomość cierpienia w trakcie i po operacji zniechęca. Przeraża. Czuję już, jak boli. Lekarz dostrzega moje przerażenie i łagodnie przechodzi do prezentacji zalet. Podkreśla, że w czasie całej kuracji będzie osiągalny 24 godziny na dobę, opuchlizna szybko zniknie, a ból minie po kilku dniach. Za pół roku zapomnę, że noszę w sobie obce ciało. Ciepły ton głosu oraz żywe zainteresowanie moją osobą powodują, iż mam wrażenie bardzo indywidualnego podejścia do mojego problemu. Lekarz wyczuwa, że nie jestem jeszcze gotowa psychicznie. Powinnam sobie wszystko dokładnie przemyśleć. A decyzja musi być wyłącznie moja. Mam to zrobić dla siebie (absolutnie nie dla faceta).

Pytam o moje zmarszczki na twarzy. Spostrzegawczy chirurg słusznie zauważył, że nagminnie marszczę czoło. Bezpieczny będzie botoks. Nie grozi śmiercią. Nie ma powikłań. Jeden zastrzyk i przez 6 miesięcy nie będę nawet w stanie zmarszczyć wygładzonego czoła.

Za progiem gabinetu zaczynam rozważania. Tak naprawdę nigdy poważnie nie myślałam o zmianie wizerunku. A może jednak? Zaraz, zaraz... Zaczynam się zastanawiać, czy usta specjalisty od kobiecego piękna były w stu procentach naturalne. Naturalne czy poprawione, z całą pewnością nie kłamały, gdy wyliczały koszty: 8000 zł biust, 1200 zł botoks.

Druga wizyta: „Pani jest śliczna”

Łapię się na tym, że całą drogę do kolejnego cudotwórcy spędzam na rozważaniach o atrakcyjności kobiecego ciała. Nie towarzyszy mi już niepokój z poprzedniego dnia. Co najwyżej ciekawość wyroku. Śmiało przekraczam próg prywatnej lecznicy. I czuję, że dokładnie w ten sam sposób powinnam ją opuścić. Ponuro tu jak w peerelowskiej przychodni. W szarym kantorku mężczyzna popija kawę z recepcjonistką. Chcę uciec! Jestem pewna, że w tym miejscu nie pozwoliłabym zoperować nawet swojego psa. Tym bardziej jego! Niestety, mężczyzna z kantorka uprzedza mnie. Wyrasta jak spod ziemi, zapraszając do swojego gabinetu. Przez godzinę cierpliwie tłumaczy znaczenie fachowych określeń. Implant anatomiczny przypomina swoim wyglądem pierś kobiety. Okrągły zaś jest okrągły. To proste. Profile mogą być wysokie, średnie i małe. Piersi w kształcie „odpustowych” baloników osiągniemy, decydując się na implanty okrągłe o wysokim profilu (jak zdradził, ulubiony kształt gwiazd estrady). A ja, jego zdaniem, poczuję się dopiero wówczas w pełni kobietą, gdy pozwolę mu wcisnąć w moje piersi implanty anatomiczne o wysokim profilu (za jedyne 12 500 zł) bądź okrągłe, tańsze (wersja dla oszczędnych: 9000 zł). Zaraz dodaje kilka szczegółów zabiegu: cięcie okołootoczkowe, pod mięsień, czyli rozetnie skalpelem ciało tam, gdzie kończy się brodawka i wepchnie implant. Dzięki temu blizny prawie nie będzie widać. Zastanawiamy się nad rozmiarem. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc lepiej od razu zdecydować się na większy biust. Duże C i będę happy! Słucham cierpliwie. Jego spokojny głos i ciepłe spojrzenie hipnotyzują mnie: „Zrób to, zrób, to ci naprawdę potrzebne” – myślę o nowym biuście. Przed oczami migają cyferki. Rozważam możliwość przesunięcia w czasie kupna wymarzonego autka, na które zbieram pieniądze.

Halo, halo, obudź się! Jesteś tu w pracy, masz zbierać informacje, a nie marzyć o biuście Pameli Anderson! Ruszam do ataku. A nos? A co pani chce od swojego nosa? Z pasją opowiadam o traumie z czasów, gdy byłam nastolatką. Wizyta u laryngologa. Każe mi zoperować mocno krzywą przegrodę nosową. Laryngolog brutalnie sugeruje 15-latce operację nosa szpecącego „ładną” buzię. Chirurg łapie tę przynętę. Rzeczywiście, można usunąć kilka chrząstek i będzie cacy! Korekta przegrody plus nowy nos za 5500 zł. Nie ma przeciwwskazań, by oba zabiegi wykonać za jednym razem. Targuję cenę. Stanęło na 17 500 za biust i nos. Rewelacja! Teraz pośladki. Także implanty. Jak się na nich siedzi? Wygodnie. Świetnie. Jeśli wyłożę dodatkowe 10 000 zł, stanę się posiadaczką pupy a la Jennifer Lopez! I świat należy do mnie! Robię się coraz bardziej rozochocona. Te zmarszczki wokół ust i na czole? Nie ma problemu. Bruzdy nosowo-wargowe usuniemy za pomocą wstrzyknięcia restylanu (malutkie kuleczki żelu) lub aquamidu (elastyczny wypełniacz, modelowany palcami chirurga natychmiast po wstrzyknięciu). I mamy efekt na wiele miesięcy. Ile to kosztuje? 1200-1300 zł. Nie tak źle. Do tego botoks w czoło i na tym koniec. Za ile? Około 1200. Co jeszcze trzeba zmienić? Nic, pani jest śliczna! Kocham pana, panie doktorze, takiego komplementu nikt mi nigdy nie powiedział.

Pewnie dlatego następnego dnia do redakcji wbiegam (po raz pierwszy!) w krótkiej spódnicy. Zdumienie kolegów. Co się stało? Nooo, w końcu wyglądasz jak kobieta! Upał jest - tłumaczę nieszczerze.

Trzecia wizyta: „Trzeba zmienić faceta”

Elegancki chirurg o flegmatycznych ruchach z lekkim znużeniem wybiera odpowiedni rozmiar implantu. Już nie mam wątpliwości. Każdy chirurg jedyny ratunek dla mnie widzi w większym biuście. Wciśnięta w profesjonalny biustonosz z umieszczonymi w nim wkładkami różnej wielkości, czuję się jak modelka z katalogu z ekskluzywną odzieżą. Już sama nie wiem, czy większe wrażenie robi na mnie drogi biustonosz w moim ulubionym sportowym stylu, czy jego zawartość za 13 000 zł, gdybym się zdecydowała wstawić implanty. Stoję przed lustrem. Widok zadowalający. Jedyny problem to taki, że nie widzę własnych stóp. A muszę? Czuję się OK, więc zostaję w „roboczej” bieliźnie na czas opowieści o możliwych komplikacjach. Mam ochotę krzyczeć: ja wszystko wiem! Wszystko! Niech pan wreszcie przestanie! Niecierpliwie wiercę się na krześle. Uff, koniec. Skarżę się na swoją chudość odpowiedzialną za poczucie braku kobiecości. Przesadzam. Wiele kobiet chciałoby wyglądać jak ja. Podobno. A kto pani mówi, że jest pani niekobieca? Różnie. Mam czasem wrażenie, że daje mi to do zrozumienia mój facet. Szybka riposta: trzeba zmienić faceta. I zaczyna się pogadanka na tematy cielesno-duchowe. Że ważne jest to, co w głowie i sercu, a nie ciało. I mądry facet. Tylko gdzie takich szukać? W drodze powrotnej wracam myślami do rozmowy z chirurgiem: co jest dla mnie ważne? Czego ja tak naprawdę chcę w życiu? Z zamyślenia wyrywa mnie przejeżdżające tuż obok śliczne czerwone autko.

Czwarta wizyta: „Pani cycochy są zmęczone”

Daleko. Skomplikowany dojazd, ale okolica piękna. Klinika w środku lasu. Pierwsza myśl: zostać tu kilka dni z plecakiem pełnym książek. Spać, jeść, czytać. I tyle. W progu ekskluzywnej kliniki wita mnie atrakcyjna blondynka, proponuje kawę. Pyta, po co przyszłam. Biust, odpowiadam. O, to świetnie pani trafiła. Chirurg jest genialny. Robi najpiękniejsze biusty w Polsce. Oglądam album ze zdjęciami. Zgadza się. Świetna robota. Rach ciach i po operacji, dodaje blondynka. Cena 5000-8000 zł. Możliwość kredytowania. Muszę zrobić. Będę szczęśliwa, przekonuje entuzjastycznie.

Konsultacja się opóźnia. Przychodzi stała klientka. Uprzejmości. Grzeczności. W okamgnieniu na stole pojawia się (jeszcze ciepłe) pysznie pachnące ciasto. I kawusia, najlepsza w okolicy. Klientka, delektując się ciastem, opowiada, jak to chirurg po przyłapaniu jej na objadaniu się słodyczami powiedział: niech pani je, to będzie co odsysać! Próbuję dotrzymać towarzystwa „światowym” kobietom. Blondynce kucharz z Sheratonu urządzał imieniny. Tanio! zachwala, i pysznie. O północy wszyscy kąpaliśmy się w basenie. W ciuchach. Gdy kończy się opowieść o imieninach, panie rozmawiają o nowościach w chirurgii estetycznej. Złote nici - „przewleka” się je pod skórą. Takie nici wydzielają kolagen, ujędrniają, odmładzają itp. W twarz trzeba wszyć 6 sztuk. Jedna kosztuje 1600 zł. Zabiegi wkrótce w klinice. Następnie rozważania o możliwości usunięcia podpuchniętych oczu, „odsysanej” redukcji zmarszczek, likwidacji podbródka i podciągnięciu policzków. Zaraz potem opowieść o odsysaniu tłuszczu. Stała klientka robiła to już dwa razy. Teraz przyszła umówić się na trzeci zabieg. Dziwię się: po co, przecież pani jest szczupła? No, wie pani, słyszę, to indywidualna sprawa. O, jest i pan doktor. Ponad godzina opóźnienia. Kuśtyka. Złamał piętę. Rozumie pani, tłumaczy, sporty ekstremalne. I przechodzi do rzeczy: cycochy? Jasne, nie czeka na moją odpowiedź. Trzeba coś z nimi zrobić. Są zmęczone. Cooo? - pytam zdumiona. No, zmęczone. Chude, dodaje bez ogródek. W ogóle jest pani przeraźliwie chuda. Facet musi się do czegoś przytulić. Jest źle. Niech się pani nie gniewa. Jestem po to, by mówić, jak jest. Pupy też nie ma. To ma być skóra 30-latki? No, na pewno nie 30-latki! Przytyć. 5 kilo przytyć. Tłuszczu trzeba, i skóra nabierze elastyczności! A cycochy zrobimy. Normalne B, po co większe? Pani jest drobna i wąska w biodrach. Większe nie pasują. Będą super! Niewidoczne cięcie pod pachą. Cena 12 000 zł z pobytem w klinice. 2 dni. I nos zrobimy. Śliczny za 3000 zł. I botoks na zmarszczki, polecam, bo sam używam.

Jak na faceta po czterdziestce wygląda bosko! Zaopatrzona w listę potrzebnych badań, opuszczam gabinet. Już nie potrzebuję więcej konsultacji. Wiem, co mam zrobić. Jutro sobota. Pojeżdżę po mieście w poszukiwaniu zgrabnego autka.