Wcześniej chyba to do mnie nie docierało, że moje życie, życie Ewy Rybitwy, stało się sprawą publiczną. Gdy odpowiadałam na ogłoszenie w "Dzienniku", nie wierzyłam, że zostanę wybrana. Podsunęła mi je koleżanka z pracy. Szukali młodych kobiet powyżej 80 kg wagi. To było podstawowe kryterium. Myślałam, że chodzi o reklamowanie ubrań w rozmiarze XXL. Wyobraziłam sobie nawet, jak chodzę po wybiegach w Paryżu… Darek śmiał się, że może jeszcze mam szansę na karierę modelki. Byłam bardzo zdziwiona, kiedy okazało się, że chodzi o odchudzanie na oczach internautów. Właściwie to zaakceptowałam nadmiar mojego ciała. Poza tym wydawało mi się, że trzeba być interesującą osobą, prowadzić ciekawe życie, mieć ładne mieszkanie, drogi samochód, uprawiać sport itp., żeby ktoś chciał mnie oglądać. Kogo zainteresuje taka przeciętna dziewczyna jak ja?

Przemyślałam to jednak i stwierdziłam, że taka okazja to prezent od losu i nie mogę go odrzucić, bo to niegrzeczne.

Teraz ta akcja organizuje moje życie. Siłownia (dwa razy dziennie), od czasu do czasu basen. Wkrótce będę musiała wygospodarować czas na wizyty w salonie urody, gdzie czekają mnie najdziwniejsze zabiegi. Wreszcie lekarze, którzy skrupulatnie odnotowują i opisują każdy mój kilogram… Zaczyna mi brakować wolnych miejsc w kalendarzu, tym bardziej, że przecież jestem kobietą pracującą. Przynajmniej nie narzekam na nudę.

Mam nadzieję, że ten program zmieni coś w moim życiu. Że stanę się nie tylko szczuplejsza i bardziej atrakcyjna, ale też lepsza. Mam więc nadzieję, że mnie polubicie i będziecie mi kibicować w odchudzaniu…