Już miałam prosić o to samo co zwykle, czyli soczek i zapiekankę, gdy zza rogu wypadł Mateusz, nasz informatyk. Strasznie mi się podoba… Ma taki męski chód. Podszedł do mnie (to znaczy do baru) tym swoim zabójczym krokiem i puścił znienacka oczko (do bufetowej). Jest niesamowity!!! Najchętniej potargałabym go za te sterczące we wszystkich kierunkach włosy… "Wodę. Niegazowaną. Proszę" - wycedziłam przez zaciśnięte z podniecenia zęby i powlokłam się z moimi fantazjami z powrotem za biurko. Jeszcze tylko kilka godzin do kolacji… czyli cała wieczność. I kilka miesięcy tortur do całej serii randek z takimi przystojniaczkami jak Mateusz. Tylko czy ja przeżyję tą całą akcję odchudzającą? Mam nadzieję, że jedyne, co polegnie, to moje kilogramy!

Aniela namawia mnie intensywnie na imprezę. Zastanawiałam się cały dzień, czy to dobry pomysł, żeby tam pójść. Będą same pary i jedna singielka XXXL… W dodatku na diecie. Na samą myśl o niejedzeniu i niepiciu straciłam resztki humoru. Uświadomiłam sobie, że objadanie się było sensem mojego życia… Czy to nie okropne?

Moja silna wola chwilowo podupada, obawiam się, czy nie polegnie całkowicie, kiedy rozpocznę ćwiczenia w Gymnasionie!