Musiałam wybrać jogurt z odpowiednią zawartością tłuszczu, serek wiejski light (nawet nie wiedziałam, że taki istnieje). Najbardziej przeraziłam się, gdy odkryłam półkę z chlebem dla pań, które chcą mieć rozmiar XS… To ja! - wykrzyknęło moje wewnętrzne ja. Na co to zewnętrzne parsknęło śmiechem. Pieczywo dla dziewczyn w rozmiarze XS wydało mi się dziwacznym pomysłem, ale musiałam je kupić. Spełniało wymogi mojej diety. Zakupy nigdy jeszcze nie były takie zabawne (i takie męczące).

Na razie nie chudnę, nawet sprint po supermarkecie nie pomógł. 117 kg jak było, tak jest. Cóż, cudów się nie spodziewałam. Zresztą mojej dietetyczce chwilowo zależy na zmianie wspomnianych już nawyków żywieniowych. Cokolwiek miałoby to znaczyć i tak sprowadza się do głodowania. Może wskazówka wagi drgnie, kiedy zacznę treningi na bieżni i rowerku.

Mimo wszystko zaczynam się sobie trochę bardziej podobać. Patrzę czasem w lustro i myślę, że podjęłam słuszną decyzję. Oto mam szansę zmienić się z Grubego Kaczątka w Chudego Łabędzia ;-). Będę więc słuchać dietetyków, lekarzy i trenerów… no i mojej przyjaciółki, która kibicuje mi od samego początku.