Na razie moja siła woli i chęć cudownej przemiany w najlepszą partię w mieście są silniejsze. Ale to jeszcze nic! Wydaje mi się, że całe to odchudzanie wpływa niepokojąco na moja psychikę. Zaczęłam miewać koszmary. Dzisiaj obudziłam się zlana potem. Przyśnił mi się wujek Wiesiek. Byłam małą grubą i brzydką dziewczynką, a on biegał za mną z wielkim rzeźnickim nożem i krzyczał, że obetnie mi zaraz ten wielki wystający brzuch… Moje ciało było pomazane niebieskim flamastrem w miejscach, które były przeznaczone do wycięcia. TO BYŁO STRASZNE!

Wujek Wiesiek zawsze był bezpośredni. Wiecznie wypominał mojej siostrze i mnie, że jesteśmy grubaskami. Dla niego to był świetny żart, ja nabawiłam się kompleksów na całe życie…

Ciekawe co porabia teraz wujek Wiesiek? Kiedy schudnę, to pojadę go odwiedzić i wypomnę mu, że się pojawiał w moich nocnych koszmarach! Mam nadzieję, że zgubi sztuczną szczękę z wrażenia, kiedy zobaczy efekty diety.

Biegnę na siłownię. Dzisiaj pierwszy raz! To ekskluzywny klub i boję się, że będę jedyną puszystą babką, wśród samych żylastych blondynek i umięśnionych facetów. Wszyscy będą się na mnie gapić. Na mnie i mojego super przystojnego osobistego trenera. Sport nie jest mi obcy, kiedy byłam młodsza, dużo ćwiczyłam. Siatkówka, ping pong, pchnięcie kulą… nawet brałam udział w zawodach i dostawałam dyplomy. Tylko wtedy nie miałam takiego brzucha jak teraz. Najgorsze są wielkomiejskie przyzwyczajenia. Każdy wozi się samochodem. Zaczyna się liczyć tylko praca. Komu chce się po całym dniu biec jeszcze na siłownię? Chyba tylko mnie… Od dzisiaj przez następne pół roku ten fitness club będzie moim drugim domem. Oby tylko ten trener był taki przystojny, jak obiecywali ;-)