Wszystko po to, żebym wreszcie stała się chudą kobietką z płaskim brzuchem i ponętnymi kształtami. Na razie nie jest różowo, lustro nie kłamie. Nie da się ukryć, że moja waga przekracza setkę. Z każdej strony jest mnie zdecydowanie za dużo. Nie jestem bez winy, mało ruchu, dużo kalorii… w ten sposób "opona" za "oponą" ułożyły się na biodrach. Mój wymarzony, płaski brzuch na razie znajduje się w strefie marzeń. Same marzenia nie spalą jednak zbędnych kilogramów. Czeka mnie ciężka praca... I to przez kilka kolejnych miesięcy… Długie godziny spędzone na siłowni w Gymnasionie (dwa razy dziennie!), wizyty w Centrum Leczenia Otyłości, (przynajmniej raz w miesiącu). Tyle na początek. Za miesiąc zaczną maltretować moją zwiotczałą skórę w Celebrity Beauty&Spa… Obawiam się, że zabraknie mi czasu na pracę zawodową...

Do południa nie mogłam sobie znaleźć miejsca. To wynik ogromnego stresu i nerwów. Czy ja przypadkiem się nie ośmieszę i czy moje 117 kg to nie będzie zbyt duży "orzech do zgryzienia" dla całej rzeszy specjalistów, którzy się mną zajmą? Krążyłam po pokoju jak głodny wilk. Nie ma rady, muszę się przyzwyczajać, bo inaczej będę wściekła i głodna przez kilka kolejnych miesięcy. A tego nie wytrzymam ani ja, ani moi bliscy.

Po całym dniu rozmyślań stwierdziłam jednak, że podejmę to wyzwanie. Ostatecznie skusiła mnie wizja zawartości mojej nowej garderoby (sexy mini i obcisłe topy), oczywiście w rozmiarze S! I pomyśleć, że wkrótce wszyscy mężczyźni będą wodzić za mną oczami i... wariować na mój widok…