Top Shop właśnie zaprosił pod swój dach słynną w latach 70. projektantkę, Barbarę Hulanicki. Jej kolekcje będzie można kupić od 28 kwietnia.

Na limitowaną edycję strojów składa się 30 sztuk odzieży, głównie kostiumy plażowe, zwiewne szyfonowe sukienki (w kolorach koralowym, różowym i turkusowym) i wyrafinowane letnie bluzki. Ulubionym strojem projektantki z tej kolekcji jest jednak kurtka z poduszkami na ramionach i ze wstawkami z zamszu.

KIM JEST DZIŚ, KIM BYŁA KIEDYŚ?

Dziś Barbara zajmuje się głównie projektowaniem torebek dla ekskluzywnej firmy Coccinelle i dekoracją domów oraz wystrojem wnętrz rezydencji bardzo bogatych ludzi, projektuje też meble, dekoruje hotele i okazyjnie pracuje dla Habitatu, któremu niedawno zaprojektowała serię tapet.

Inspiracją dla tej kolekcji odzieżowej był jednak jej dom w Miami, z całą jego żywą kolorystyką. Powstała kolekcja jakby dla dwóch osobowości: dla grzecznych dziewczynek i dla tych, co lubią imprezować, a wszystko to jest tematycznie podpięte pod letnie, plażowe imprezy.

Jak to się dzieje, że projektantka polskiego pochodzenia jest tak mało znana w kraju, gdzie ma swoje korzenie?

Urodziła się w 1936 roku w Warszawie, jednak wychowała się już w Anglii, dokąd wyemigrowali jej rodzice. Studiowała w Brighton Art College, początkowo pracowała jako ilustratorka freelancerka dla Vogue’a, Tatlera, Observera, The Timesa i Women’s Wear Daily. Pierwsza z jej kolekcji była niewielka i zrobiona na zamówienie pisma Daily Mirror, które potem pokazało ja na swoich łamach. Odzew był natychmiastowy, Hulanicki dostała korespondencyjnie 70 tysięcy zamówień na maleńkie rozmiary kostiumów kąpielowych. Biba powstała więc z potrzeby serca, bo według Barbary nie było wtedy nic do noszenia.

W 1964 roku otworzyła własny sklep na Kensington Road. Wtedy na dobrą sprawę zaczęła się kariera Barbary, wtedy już kierującej sklepem pod nazwą Biba. Szybko po światku artystycznej bohemy lat 70. rozeszła się wieść o dekadenckim, luksusowym, inspirowanym art. deco salonie.

BOHEMA SIĘ BAWI

Sklep szybko stał się miejscem towarzyskich spotkań gwiazd filmu, muzyki i sztuki. Przez jego wrota przewinęli się Stonesi, Andy Warhol, David Bowie, Marianne Faithfull i Twiggy, z która projektantka przyjaźni się do tej pory. Barbara zawiesiła w salonie ciężkie, ciemne zasłony i nikt z zewnętrz nie mógł zajrzeć do środka, a szybko okazało się, że nie każdy mógł tam wejść. W ten sposób narastały legendy co też dzieje się za zamkniętymi drzwiami Biby.

Salon stał się przedmiotem kultu, co oznaczało, ze był narażony na częste kradzieże. Hulanicki wpadła więc na pomysł, żeby przygotować specjalny stolik, "zakątek dla złodzieja", z rzeczami których nikt nie kupuje i które można sobie "zabrać na pamiątkę".

IKONA MODY LAT 70.

Styl, który wymyśliła Biba był kopiowany szybko przez inne firmy. Jej stosunkowo niedrogie, krótkie obcisłe sukienki stały się znakiem rozpoznawczym modnej dziewczyny z tamtego okresu. Podobnie jak kapelusze z wielkim, miękkim rondem czy wielkie okulary muchy na pół twarzy, boa z piór strusia czy aksamitne spodnie.

Warto dodać, że słynna groźna Anna Wintour zaczęła swoją karierę w sklepie Biby jako ekspedientka. Szkoda, że wraz z przemijająca modą tego okresu, wypaliła się formuła sklepu i ostatecznie zamknięto go w 1976 roku, a marka roztrwoniła swoją pozycję w nietrafionych inwestycjach i współpracach stając się jedną z pierwszych ofiar korporacyjnego systemu działania firm.

Od 1987 roku Biba pracuje na własne nazwisko jako projektantka wnętrz i dodatków z tym związanych.

INSPIRACJE I IKONY STYLU WEDŁUG HULANICKI

Niedawno zapytana o swoje wczesne inspiracje, Barbara Hulanicki odparła: "Ikoną stylu gdy miałam 18 lat, była dla mnie Audrey Hepburn. Z Audrey, moda zaczynała przemawiać do młodych ludzi. Te buty, które nosiła! Małe zamszowe czółenka na niskim obcasie… złaziłam wszystkie londyńskie ulice, żeby je zdobyć (…) niestety, rozpadły się dwóch założeniach".

Potem, już jako ilustratorka zachorowała na Grace Kelly. Jeździła wtedy do Paryża jako obserwatorka pokazów mody i kopiowała potem stroje na papier z pamięci, żeby pokazać je w gazetach – nie wolno było jeszcze wtedy fotografować strojów.

Dziś, jak uważa Barbara Hulanicki, mało ludzi ma odwagę mieć własny styl. Wszystkie gwiazdy mają stylistów, którzy przerabiają je na podobnie wyglądające piękności. Do gwiazd, które nie boją się eksperymentów i popełnienia wpadki, Biba zalicza Scarlett Johansson i zawsze interesującą Siennę Miller. Do jej ulubienic zdecydowanie nie należy za to Paris Hilton.

Projektantka tęskni za latami 60. i 70.: "Wszystko było wtedy takie oryginalne i prawdziwe. Strzelaliśmy pomysłami w różnych kierunkach" - wspomina. Biba się zestarzała, ale projektantka dalej chce projektować. Kolekcja dla Top Shopu jest tego wyrazem. Jeszcze zanim połączyli siły, Biba powiedziała Guardianowi: "Chciałabym projektować dla szerszego odbiorcy, rzeczy które są w rozsądnej cenie, z powodu których nie masz potem wyrzutów sumienia".

Projektantka uważa dzisiejszą modę za tak zróżnicowaną, że ludziom w jej wieku ciężko nadążyć za tym, co jest modne. Ona sama ma na to niezawodną receptę: trzyma się po prostu czerni.