Kilka tygodni przed ukazaniem się pisma można było skorzystać z promocji i zamówić je w specjalnej ofercie przedsprzedaży. Płacąc regularną cenę za egzemplarz - 16,90 zł - otrzymywało się gwarancję wydawcy, że pierwszy numer magazynu zostanie dostarczony do kupującego dniu premiery bez żadnych dodatkowych kosztów. Dodatkowo magazyn miał być doręczany w specjalnym opakowaniu - estetycznej tekturowej obwolucie, która po rozpakowaniu może być wykorzystana np. jako oryginalna teczka. Oferta, jak się okazało, była na tyle kusząca, że pakiet 5000 tysięcy egzemplarzy przewidzianych do dystrybucji w taki sposób, szybko został wyczerpany, a w mediach społecznościowych dosłownie zaroiło się od postów, w których zarówno znane influencerki, jak i anonimowe czytelniczki informowały o tym, że złożyły zamówienie i z niecierpliwością czekają na 14 lutego i moment, w którym listonosz zapuka do ich drzwi i wręczy przesyłkę z magazynem.

Niestety, nie wszystko poszło tak, jak obiecywał wydawca i oczekiwały czytelniczki. Do wielu z nich pismo wczoraj nie dotarło, a rozżalone kobiety zaczęły się dzielić między sobą informacją o tym i szukać wytłumaczenia sytuacji. Od wczorajszego popołudnia ożywiona dyskusja na ten temat toczy się pod zdjęciami na Instagramie, na których autorki pokazują, "jak spędzają chwile ze swoimi Vogue'ami". Te, do których pismo nie dotarło zgodnie z obietnicą, próbowały dowiedzieć się od koleżanek, jak dokonywały zamówienia, gdzie mieszkają, czy jest coś być może jakiś "wspólny powód", który mógł sprawić, że nie mogą cieszyć się poznaniem zawartości pisma w dniu jego premiery.

Oto jedna z dyskusji, jakie toczyły się wczoraj pod instagramowym postem jednej ze szczęśliwych posiadaczek "Vogue'a".

"Ja wciąż czekam na swój".

"Haha, ja właśnie rozważam zakup w sklepie, bo już nie mogę wysiedzieć w spokoju".

"A mój wspaniały listonosz zostawić awizo, więc będę miała dopiero jutro".

"Najgorzej! Ja jeszcze czekam pełna nadziei".

"Czyli nie tylko ja nie dostałam swojego".

Niestety, dla niektórych czytelniczek horror oczekiwania na magazyn nie zakończył się do końca wczorajszego dnia, ani nawet dziś.

Późnym popołudniem 15 lutego instagramowiczka o nicku grey-dots opublikowała na swoim Instastory zdjęcie okładki pierwszego numeru polskiej edycji "Vogue" z wymownym komentarzem: "Dalej nie dotarł... @vogue.polska słabo...".

Myślicie, że pismo straci przez tę wpadkę czytelniczki?