Marta Jarosz: Na co w pierwszej kolejności zwraca Pani uwagę, poznając nowego człowieka?

Dorota Wróblewska: Przede wszystkim liczy się uścisk dłoni i kontakt wzrokowy. Jeśli ktoś witając się ze mną, podaje tak zwanego śledzia, to nie da się oprzeć negatywnemu wrażeniu, które wywołuje. A jeśli jeszcze w dodatku ten śledź jest mokry, to trudno tę sytuację uratować. Osobiście w takich chwilach mam ochotę natychmiast biec do łazienki i wręcz zapominam o tym, kogo właśnie poznałam. Dla kogoś to może być niewarta uwagi drobnostka, ale to właśnie drobnostki decydują o tym, jak kogoś postrzegamy. Wygląd oczywiście też jest bardzo ważny. Szczególnie, jeśli zależy nam na awansie czy zaistnieniu w jakimś środowisku. Dlatego tych kwestii nie można bagatelizować. Strój powinien wyrażać swojego właściciela i jednocześnie być do niego dopasowany – ot, cała tajemnica dobrego wyglądu!

Spotykamy się dziś na premierze nowej kolekcji stworzonej przez Panią biżuterii Forget-me-Not. Jak ważne są ozdoby w stylizacji?

Ja jestem detalistką. Każdy szczegół jest dla mnie ważny, więc biżuteria też, ale uważam, że ozdoby, które nosimy, są wyjątkowe wtedy, gdy mają unikalną wartość. To znaczy, że są na przykład przekazywane z pokolenia na pokolenie albo wykonane z elementów mających duszę – tak jak stare monety, który my wykorzystujemy. Jestem przeciwniczką sezonowych trendów i kupowania ogromnej ilości rzeczy – również biżuterii. Sama nigdy nie kupuję czegoś tylko po to, by to mieć. Rzeczy mają nam służyć. Powinniśmy się cieszyć ich używaniem, a nie tylko posiadaniem, choć oczywiście biżuteria jest też niewątpliwie wyznacznikiem statusu – tak jak torebka.

Czy Polki się dobrze ubierają? Dobrze wyglądają?

To zależy od tego, jaki punkt odniesienia przyjmiemy. Jeśli na przykład spojrzymy na kobiety w Rzymie czy Mediolanie, zobaczymy, jak wyglądają przy okazji zwykłego wyjścia do restauracji i porównamy je z „warszawską ulicą”, to wciąż wypadamy słabo…

Czego nam brakuje? Ubieramy się niemodnie? Nie dostosowujemy stylizacji do okoliczności?

Ubieramy się za bardzo modnie. Problem jest w tym, że tracimy indywidualność. Mało jest osób, które zwracają uwagę swoją osobowością, a nie ciuchami, bo ubrania tak naprawdę są pewną formą naszego wyrazu. Na ulicach w Nowym Jorku czy w Londynie spotyka się osobowości, ludzi, którzy poprzez ubiór pokazują siebie, mają swój przekaz. U nas są manekiny! Nosimy to, co jest aktualnie modne, co jest w sklepach. Świętej pamięci Alexander McQueen powiedział kiedyś bardzo ważną rzecz, że projektanci są treserami
w cyrku, a ludzie to zwierzęta – ubiorą się w to, w co każe im się ubrać. I to jest prawda. Jeżeli bezmyślnie poddajemy się trendom, to wszyscy wyglądamy tak samo.

To gdzie, jeśli nie w sklepie, mamy kupować ciuchy, żeby dobrze wyglądać i nie być wytresowanym manekinem?

To nie o to chodzi! Oczywiście ubrania trzeba kupić w sklepie, ale należy robić to z głową, czuć te rzeczy. Bo jeśli ich nie czujemy i uważamy, ze fajnie jest się ubrać tak, jak ubiera się pani Siwiec, to ja od razu mówię, że to nie jest fajne! Nie jest fajnie tak się ubierać, mieć tipsy, doklejone rzęsy, dopięte włosy. Ja tego nie kupuję. Wybierając strój, trzeba przede wszystkim być sobą i mieć świadomość, że im dłużej się zastanawiamy nad tym, w co się ubrać, tym gorzej zwykle na tym wychodzimy. Tak, więc nie myślmy za długo nad strojem, żeby sobie nie zaszkodzić.

Co jest gorsze: zachłanne czerpanie z aktualnych trendów czy niedopasowanie strojów do sylwetki?

Są takie osoby – niewolnicy mody - które uwielbiają się ubierać w to, co jest najgorętszym trendem. Wśród polskich celebrytów taką postacią jest na pewno Joanna Horodyńska. Ona łaknie nowości, wszystko, co modne kupuje od razu. Jest chodzącym trendem i akurat w jej przypadku dobrze to wygląda, bo ona potrafi się ubrać. Ale wiele osób nie ma tej umiejętności i wygląda albo groteskowo, albo banalnie, albo jak modele z rozkładówki „Avanti”, a nie można wyglądać jak z katalogu.

Jakim elementem stylizacji najłatwiej wyrazić siebie? Tak, żeby nie musieć dużo inwestować, a podkreślić swoją indywidualność, mimo że ogólnie nosi się aktualnie modne ubrania?

Każdy z nas jest innym człowiekiem, ma inny styl. Dlatego nie ma na to jednego przepisu, dla każdego. Trzeba się słuchać swojej intuicji i poznać swoją sylwetkę. To bardzo ułatwia dokonywanie właściwych wyborów. W sumie świadomość walorów i niedoskonałości swojego ciała to połowa sukcesu, jeśli chodzi o tworzenie stylu i budowanie wizerunku. Wbrew pozorom to jest bardzo trudne, bo media nachalnie lansują określone style i narzucają ich naśladowanie. Jest moda na coś tam i my to kupujemy, a modą trzeba się delektować; wybierać z niej coś dla siebie.

Kogo – z polskiego „rynku” – wskazałby Pani jest osobę godną naśladowania w stylu?

Monika Brodka jest taką osobą, która wyprzedza trendy, ma własną wizję siebie, jest jakaś, niepowtarzalna. Ja to lubię. To robi na mnie wrażenie.

A kobiety w polskiej polityce wyglądają dobrze, czy źle?

Oj, nie, nie wyglądają dobrze. Jedyna kobieta z tego środowiska, która dobrze się ubiera, to Jolanta Kwaśniewska. Nigdy nie widziałam jej źle ubranej. Zawsze wygląda świetnie i ma opanowane wszystkie maniery, które powinna mieć. Jest absolutnym wzorem dla kobiet, które chciałyby odnieść sukces w biznesie i odnaleźć się w tych kręgach.

A obecna prezydentowa, pani Agata Duda?

Nie chciałabym jej urazić w jakiś sposób, ale… nie wierzę w to, co ma na sobie. Jest to dla mnie takie bardzo kupione z manekina. Obrazek opracowany od a do z. Ona wygląda jak wycięta bohaterka serialu „House of cards”, a to nie o to chodzi…

Ale ma warunki do tego, żeby dobrze wyglądać, prawda?

Ma doskonałe warunki! Jest przepieką kobietą. Jest bardzo ładna, dostojna, ma w sobie elegancję. To, czego można jej naprawdę pozazdrościć, to przepiękna sylwetka. Ma linię! Ona ma same atuty. I ubiera się bardzo dobrze – żeby było jasne. Ale to nie jest przekonujące. Dla mnie jej styl jest sztuczny. Za mało w tym komunikatu. Nie mówię już o tym, że pani prezydentowa nie zabiera głosu na ważne tematy, że stoi z boku. Ma do tego prawo. Ale moda to nie tylko ubranie. Gentlemana nie poznaje się po muszce i po krawacie, tylko po tym, jak się zachowuje, a ja nie wiem, jak się zachowuje Agata Duda.

Ostatnie pytanie: najgorszy grzech, jaki można popełnić przeciw dobremu wyglądowi?

Każdy ma jakiś swój grzech, ale jednego na pewno nie wolno zrobić – ani kobiecie, ani mężczyźnie - nosić butów ze zdartym czubkiem. Niewyczyszczone buty to grzech śmiertelny. Choćby nie wiem co wspaniałego założyć „do góry”, jeśli buty będą zniszczone albo brudne, albo nieodpowiednio dobrane, to całość będzie wyglądać tak jak te buty – źle.

Dziękuję za rozmowę.