Marta Jarosz: Sprawdzenie się w roli projektantki to coś, co od dawna kotłowało się w Pani głowie, czy zupełnie nowy pomysł, który zrodził się, bo akurat była taka okazja?

Aneta Kręglicka: Kotłowało się od – od 15 lat. Wtedy zaprojektowałam meble i myślałam, że to będzie kierunek, w którym będę podążać. Pod okiem znakomitych stolarzy szukałam fornirów, barwiłam je, całościowo realizowałam projekt – jego efektem są meble w moim domu i biurze – ale zabrakło mi odwagi do stworzenia z tego prawdziwego biznesu. Jednocześnie pojawiły się nowe pomysły i meble zeszły na boczny tor, ale potrzeba projektowania cały czas we mnie siedziała i co jakiś czas intensywniej myślałam o jej spełnieniu, więc kiedy przyszła propozycja od marki Badura, uznałam, że to jest TEN moment, że kiedy, jak nie teraz?!

Zależało Pani na tym, żeby zrobić coś innego, niż to, czym zajmuje się na co dzień?

Tak, na pewno. Potrzebowałam czegoś nowego. Wprawdzie na co dzień też zajmuję się markami – konkretnie budowaniem strategii ich komunikacji, ale chciałam poczuć, jak to jest od tej drugiej strony – jeszcze bardziej kreatywnej, od strony powstawania produktu. Jestem kreatywna – kiedy opracowuję strategię działania dla marek, bardzo dużo rzeczy wymyślam. Wprawdzie później często okazuje się, że nie ma wystarczającego budżetu na realizację tych wszystkich pomysłów, ale projekt jest! (śmiech)

Projektowanie butów okazało się łatwiejsze, czy trudniejsze, niż projektowanie mebli?

I jedno i drugie jest dość trudne. W butach bardzo liczą się proporcje, doświadczenie, wiedza rzemieślnicza o procesie. Oczywiście nie działałam sama. Pracowali ze mną najlepsi fachowcy marki, którzy na przykład nauczyli mnie nomenklatury rzemieślniczej, o której wcześniej nie miałam pojęcia. Nie znałam podstawowego słownictwa. Nie wiedziałam, co to oblek, kopyto, jakie są rodzaje podeszw, skór itp. Wiedziałam tylko, co chcę zrobić. Jako zupełny laik myślałam, że narysuję projekt, wybiorę materiały i gotowe, a okazało się, że są pewne graniczeniem na przykład kopyta, na których muszę pracować. Były więc kompromisy.

Czym Pani się kierowała, tworząc kolekcję? Jakie te buty miały być?

Przede wszystkim miały być bliskie moim oczekiwaniom estetycznym i mojemu stylowi. Uznałam, że pierwsza autorska kolekcja musi być naprawdę moja więc nie szukałam na siłę oryginalności, poszłam własnym tropem i stworzyłam kolekcję, która jest mi bliska, tożsama ze mną. Chciałam więc, żeby były to buty dla dziewczyny, kobiety - bo wiek nie gra tu roli - nowoczesnej, aktywnej, kosmopolitycznej, zawodowo bardzo czynnej, ale takiej, która interesuje się modą i ceni wygodę. Zależało mi na tym, aby była to klasyka ale nie nudna, z delikatnym detalem - twistem, jak ja to nazywam. Chciałam też, aby buty były ponadczasowe, takie, do których klientki będą chętnie powracać, bo ja też bardzo to cenię.

Naprawdę? Czy to znaczy, że nie uznaje Pani stylizacji „na raz”?

W przypadku kreacji wieczorowych oczywiście tak – raczej nie pojawiam się dwa razy w tym samym ubraniu na wielkim wyjściu, ale poza tym w mojej garderobie dominuje klasyka, którą można łączyć na wiele sposobów, w każdym czasie.

Ile ma Pani par butów?

Nigdy tego nie liczyłam, ale myślę że maksymalnie około setki.

Jest Pani niekwestionowaną ikoną stylu – czy takim kobietom zdarza się chodzić w butach bez obcasów?

Cóż, nie będzie to najlepszą reklamą mojej kolekcji, ale na co dzień chodzę niemal wyłącznie w adidasach. (śmiech). Łączę je zarówno z ubraniami sportowymi, jak i klasycznymi. Myślę, że być może znajdzie to odbicie w kolejnych projektach, które planuję zrealizować z Badurą – bo ta kolekcja to nie koniec naszej współpracy. Jeszcze będzie się działo! Oczywiście na specjalne spotkania biznesowe i ekstra wyjścia zawsze zakładam buty na obcasie.

A myśli Pani o projektowaniu ubrań?

Na razie nie chcę wybiegać tak daleko w przyszłość. Muszę przede wszystkim zobaczyć, jak zostanie odebrane to, co zrobiłam teraz. Jeśli okaże się, że klientom się to spodoba, a jednocześnie pojawiłaby się jakaś ciekawa propozycja i, co najważniejsze, miałabym pomysł, to być może podjęłabym się takiego wyzwanie. W każdym razie: na pewno nie mówię „nie”.

Co Pani myśli o trendzie, który już od pewnego czasu robi furorę, a mianowicie łączeniu elementów garderoby, które pozornie zupełnie do siebie nie pasują – na przykład szpilek z dresami?

Jeśli komuś odpowiada właśnie taki styl i dobrze się w nim czuje, to nie widzę żadnego powodu, dla którego miałby z tego rezygnować. Jestem zagorzałą przeciwniczką wszelkich konwenansów i ograniczeń w tej kwestii. Bądźmy wolni i dajmy wolność innym. Każdy powinien mieć prawo nosić się tak, jak chce, bez obaw o negatywne reakcje otoczenia. Tak jak już powiedziałam, ja tendencyjnie jestem klasyczna i zawsze raczej szukam w stylizacjach równowagi, choć – muszę przyznać – teraz jestem bardziej odważna, niż kiedyś. Łączę na przykład buty sportowe z garniturem czy kostiumem, bo na co dzień zależy mi przede wszystkim na wygodzie. Z myślą o tym projektowałam też tę kolekcję. Mam nadzieję, że mimo iż większość modeli to buty na obcasie, to da się w nich komfortowo chodzić…

Czy to znaczy, że – mimo dużego doświadczenia w chodzeniu na szpilkach - Pani też zdarzają się takie sytuacje, że już nie daje rady…?

Żeby szpilki były wygodne, muszą być przede wszystkim odpowiednio wyważone i powinny mieć właściwą wysokość platformy, która „skraca” wysoki obcas lub samego obcasa. Takie buty oczywiście są, ale są też i takie – bardzo znanej i bardzo drogiej światowej marki – w których nie jestem w stanie ustać nawet pięciu sekund. Jedyne, do czego się nadają, to siedzenie na kanapie z pięknie wyciągniętymi nogami.

Uważa Pani, że w obecnej modzie są takie trendy, które nie pasują kobiecie dojrzałej?

Nie ma! Nie ma ograniczeń! Wiem, że często mówi się o moim wieku i o tym, że może powinien mnie dyscyplinować w jakiś sposób, ale ja kompletnie tego nie akceptuję. Wiek ani trochę mnie nie ogranicza; przeciwnie: jest moją siłą! Dzisiaj czuje się znacznie swobodniejsza i pewniejsza siebie niż wiele lat temu i właśnie dlatego nie zgadzam się, aby ulegać jakimś konwenansom.

W szpilkach na stopach?

A dlaczego nie?! Proszę spojrzeć, jak wiele kampanii reklamowych z udziałem dojrzałych kobiet powstało w ostatnim czasie. Dojrzałość jest znowu obecna na wybiegach, na zdjęciach. Wraca się do niej. To oczywiście trend, ale bardzo pozytywny i naturalny, bo w każdym wieku chcemy dobrze wyglądać, w każdym wieku szukamy dla siebie ubrań i chcemy dobrze się w nich czuć. Pozwólmy kobietom cieszyć się ich wiekiem i samodzielnie wybierać, a nie wpędzajmy je w kompleksy.

Dziękuję za rozmowę.