Najpierw była stylistką "Twojego Stylu", później objęła posadę dyrektora artystycznego w jubilerskiej firmie W. Kruk, a następnie pełniła funkcję wiceprezes w firmie odzieżowej Deni Cler. Teraz 50-letnia Jaruzelska prowadzi szkołę stylu. Nieoczekiwanie, mimo że to właśnie w modzie odniosła największy sukces zawodowy, o tym rozdziale swojego życia pisze bardzo niewiele.

Na kilku stronach przybliżyła m.in. swoje pierwsze kroki w świecie mody. Po ukończeniu polonistyki Jaruzelska była pełna wahań, co powinna robić w życiu. Miała zacięcie psychologiczne i niewielkie doświadczenie filmowe. Gdy stała na rozdrożu zawodowym, jej były narzeczony, który starał się o pracę w "Twoim Stylu", zaproponował, że przeprowadzi z nią wywiad.

- Zgodziłam się, chociaż zdecydowanie bez entuzjazmu. Wywiad najwyraźniej się spodobał i naczelna "Twojego Stylu" kurtuazyjnie zaprosiła mnie do redakcji. Zapytała, czy nie chciałabym z pismem współpracować - wspomina córka byłego prezydenta, generała Wojciecha Jaruzelskiego.

Jaruzelska chętnie przystała na propozycję, bo zależało jej na pisaniu tekstów psychologicznych. Trafiła do sekretariatu redakcji.

- Siedziałam tam półtora roku, zajmowałam się podpisami do zdjęć, wymyślaniem tytułów i leadów, adiustacją tekstów. Tu nauczyłam się dziennikarstwa - twierdzi.

Kiedy pracowała w sekretariacie redakcji, stylizacją w magazynie zajmował się Adam Gutowski.

- Po jakimś redakcyjnym konflikcie Adam odszedł do "Urody". Wówczas otrzymałam propozycję zastępstwa. Pierwsza sesja w miarę wyszła poprawnie i tak zaczęłam w tę modę wchodzić - pisze w "Towarzyszce panience". Jak wyjawia, nie czuła pasji, ale niewątpliwie towarzyszyła jej przyjemność tworzenia rzeczy ładnych. Moda była też dla niej ucieczką od polityki, którą symbolizował jej ojciec.

- Zawodu stylistki uczyłam się na własnych błędach. Mieliśmy w redakcji dostęp do zagranicznych pism, wiedzieliśmy, jak wyglądają profesjonalne sesje mody, piękne fotografie, dobre ubrania. Jednocześnie zdawaliśmy sobie sprawę, że w Polsce mamy tylko piękne dziewczyny - wspomina.

Otaczało ją wielu podobnych do niej ludzi.

- Środowisko tworzyli ludzie z wyższym wykształceniem humanistycznym, którzy podobnie jak ja nie wiedzieli, co robić. Makijażystkami zostawały filozofki, fryzjerami angliści, fotografowie przychodzili do nas po wydziale operatorskim... co wcale nie było takie głupie. Bo dzięki temu moda stała się czymś więcej niż tylko demonstracją ładnych ciuchów - uważa autorka książki wydanej nakładem Wydawnictwa Czerwone i Czarne.

>>> ZOBACZ RÓWNIEŻ!