Na którą z telewizyjnych gwiazd patrzy się pani z największą przyjemnością?

Choćby na Hannę Lis. To nie tylko piękna kobieta, którą kocha kamera i która jest fotogeniczna, to także ciekawa osobowość. Joanna Racewicz, również piękna, elegancka i profesjonalna, Marta Kielczyk i wiele innych, których nie sposób wymienić. Ze świata polityki lubię wizerunek Ryszarda Kalisza. Nie boi się fakturowanych koszul, koszul w paski czy elegancką kratkę, które umiejętnie dopasowuje do okazji. Czasami nosi kontrowersyjne czerwone oprawki okularów i jednocześnie nie przekracza tym politycznego dress code'u. To postaci, które z racji swojej pracy muszą przestrzegać konwenansów, ale nie rezygnują przy tym z prób zaznaczenia swojej osobowości. Robią to bardzo subtelnie i umiejętnie.

Czy miała pani w przeszłości takich bohaterów telewizyjnych, filmowych, których wizerunek panią fascynował?

Zdecydowanie - Pippi Langstrump. Moja fascynacją bohaterką książek Astrid Lindgren jest wciąż żywa. Ostatnio weszłam nawet na YouTube'a i z sentymentem obejrzałam stare odcinki z moją ukochaną Pippi. Ceniłam ją za oryginalność. Może na co dzień nie jestem tak odważna jak ona, ale też lubię eksperymentować. Miałam też słabość do kina kostiumowego. Fascynowała mnie zwłaszcza estetyka barokowa, która jest bardzo bogata i daje wiele możliwości. Topowym filmem są dla mnie "Niebezpieczne związki" z Johnem Malkovichem. Byłam pod wrażeniem nie tylko kostiumów, ale także świetnego aktorstwa.

Jako stylistka telewizyjna, pracowała pani najczęściej z prezenterami programów informacyjnych. Jakie zasady obowiązują przy kreowaniu ich wizerunku?

Dziennikarz newsowy nie może pozwolić sobie na zbytnią ekstrawagancję. Musi uważać na dobór kolorów, wzorów czy biżuterii, tak, by nie rozpraszać telewidza. Kiedy zaczynałam pracę w Polsacie, zasady ubioru były sztywniejsze niż teraz. Ponieważ Polacy w ostatnich latach stali się bardziej otwarci na modę, stało się to też widoczne w studiu telewizyjnym. Ale i tak przy prezenterach francuskiej telewizji stylizacje naszych prezenterów wypadają wciąż zachowawczo.

Co myśli pani o Monice Olejnik, którzy prezentuje na wizji bardzo wyrazisty styl?

Przede wszystkim to osoba szalenie profesjonalna, z ogromną wiedzą. Nie zawdzięcza swojego sukcesu tylko zabawie wizerunkiem. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby osoby, które mają wiedzę, są kompetentne w swojej dziedzinie, bawiły się również wizerunkiem. Telewizja to przede wszystkim wizja i pierwsze, na co zwracamy uwagę, to wygląd prezentera. Nie lubię natomiast sytuacji, gdy czyjś kolorowy image tuszuje jego niewiedzę i pustkę.

Próbuje pani ożywić wizerunek prezenterów?

Oczywiście, w miarę możliwości. Nie chcę, by ciągle tkwili w sztywnych ramach klasyki. Wplatam ciekawe kolory, faktury, wzory, proponuję coś niebanalnego pod żakiet. Zresztą same prezenterki mówią, że są już znudzone granatem, czernią i szarością. W przypadku czerni, uważam, że nie można jej nadużywać. Jest szalenie elegancka, ale najbardziej pasuje do wieczornych okazji. Noszona w ciągu dnia nie dodaje wizerunkowi lekkości.

Czy zdarza się, że gwiazdy sprzeciwiają się, by nosić zaproponowane przez panią stylizacje?

Bywa, że prezenterzy są niesforni i zakładają to, co chcą. Wtedy rozmawiamy i szukamy kompromisu. Trzeba użyć bardzo konkretnych argumentów: "Panu jest niedobrze w jakimś kolorze, bo to i to".

Czy już będąc dziewczynką, instruowała pani swoje koleżanki i członków rodziny, mówiąc im, co mają nosić?

Od rodziców wiem, że lubiłam się przebierać i miałam słabość do ciuchów. Bawiłam się kolorami, strojami, ale żeby doradzać to już nie. Zawsze fascynowała mnie moda. Oglądałam katalogi, szukałam nowych rozwiązań. Dzięki temu, że mam rodzinę we Francji, w latach 80. miałam czasami dostęp do paryskiego "Vogue'a" czy "Elle". Inspirowało mnie to, co widziałam na łamach tych pism. Marzyła mi się praca przy sesjach modowych, choć jeszcze nie wiedziałam, na czym miałaby polegać praca stylisty.

A jak współpracuje się pani z mężczyznami? Czy łatwiej jest pani przekonać ich do swoich pomysłów?

Panowie, których ubierałam, nie sprawiali większych problemów. Słyszałam jednak w środowisku opinie, że zdarzają się mężczyźni niełatwi we współpracy, bardzo wybredni. Nawet, jeśli proponowane im ubrania mają odpowiednią estetykę i są dobre jakościowo, mają zastrzeżenia co do marek.

Dużą dbałość o wizerunek zauważyłem na przykład u dziennikarzy sportowych Polsatu - Mateusza Borka czy Bożydara Iwanowa. Czasami można odnieść wrażenie, że aż zbyt wielką uwagę przykładają do tego, jak wyglądają.

To bardzo dobrze, że mężczyźni zaczynają dbać o siebie, że stają się atrakcyjni i możemy na nich z przyjemnością patrzeć. Dotychczas było tak, że to kobieta była ozdobą na wizji. Mogła być bardziej kolorowa, nałożyć sukienkę. Teraz i mężczyzna może wywoływać przyjemne odczucia estetyczne. Lubię, jeśli to atrakcyjny, wysportowany mężczyzna opowiada o sporcie, bo wyobrażam sobie, że faktycznie lubi to, o czym mówi. Pan ze sporą nadwagą nie jest wiarygodnym ekspertem od sportu.

Jak sobie pani radzi z rozmiarami ubrań poszczególnych gwiazd? Robi pani notatki, kto ile ma w pasie, jaki ma kołnierzyk, itd.?

Potrafię mniej więcej ocenić, co byłoby dla kogoś najlepsze i dobrać rozmiary. Natomiast w sytuacjach, gdy istnieją duże dysproporcje w sylwetce, biorę dokładną miarę. Czasami, by znaleźć optymalny zestaw, muszę miksować ubrania. Na przykład biorę marynarkę z jednego zestawu, a spodnie z drugiego.

Kiedyś często udawało mi się podpatrzeć, że dziennikarze byli od pasa w górę eleganccy, natomiast od pasa w dół bardziej na luzie. Nosili dżinsy, sportowe obuwie...

Wynika to z praktyczności. W przypadku ujęć robionych z bliska nie ma potrzeby, aby cała stylizacja była na tip-top. Jeśli dla prezentera jest to wygodniejsze rozwiązanie, nie ma sprawy. Jednak gwiazdy, z którymi współpracuję, nie mają takiego luksusu. Na wizji widoczne są ich całe sylwetki i muszę je wystylizować od góry do dołu.

A jak telewizja pozyskuje ubrania od firm?

Działamy na zasadzie barterów. Telewizja umieszcza w audycjach reklamy danych producentów, a my otrzymujemy w zamian ubrania.

>>>ZOBACZ RÓWNIEŻ!

Katarzyna Łukaszyńska jest stylistką i doradcą do spraw wizerunku. Jej świat to nie tylko moda, ale również aktorstwo. Grała w wielu serialach i produkcjach teatralnych i filmowych. Ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie. Jako stylistka współpracowała z kilkoma stacjami telewizyjnymi, między innymi Telewizją Polsat, Telewizją Puls, TVN i Telewizją Polską. Odpowiadała m.in. za wizerunek Tomasza Lisa w programie "Co z tą Polską?", Hanny Smoktunowicz-Lis i Jarosława Gugały w "Wydarzeniach", Mateusza Borka i Bożydara Iwanowa w Polsacie. Obecnie współpracuje z Telewizją Polską, gdzie dba o wizerunek prezenterów "Panoramy". Założycielka Instytutu Kreowania Wizerunku KASHIAGO.