Jak podobała się pani ostatnia kolekcja La Manii, jedno z najgłośniejszych ostatnio wydarzeń w polskiej modzie?

Dorota Williams: - To już czwarta kolekcja La Manii. Myślę sobie, że ta firma się z sezonu na sezon fantastycznie rozwija i zaskakuje nowymi rozwiązaniami, podczas gdy styl pozostaje ten sam. Taką spójność bardzo trudno uzyskać. La Manii należą się ogromne gratulacje. Wiem, że praca nad takimi kolekcjami kosztuje bardzo dużo czasu, inwestycji i kreatywności.

Byli tacy, którzy mówili, że ten dom mody to tylko kaprys bogatej bizneswoman, Joanny Przetakiewicz...

Były takie "złe języki", kiedy Joanna zaczynała cztery lata temu swój romans z modą, ale ja wiedziałam, że to nie jest kaprys i że jej działania wynikają z miłości do mody i ogromnego profesjonalizmu. Myślę, że La Mania ma szansę wejść na rynek europejski. Nie znam się na biznesie, ale myślę, że od strony artystycznej jest na to gotowa.

Kiedy możemy się spodziewać pani kolekcji, bo ani miłości do mody i profesjonalizmu pani nie brakuje?

Czasu mi brakuje. Ale dziękuję za to pytanie, bo to mi tylko pochlebia. To znaczy, że może przyszedł czas na to. Będę musiała o tym pomyśleć.

Czy w swoich stylizacjach sięga pani po kolekcje polskich projektantów?

Jak najbardziej! Dało się do zauważyć w ostatniej edycji "Tańca z Gwiazdami". Umówiłyśmy się z Nataszą Urbańską, że wykorzystujemy wyłącznie polskie marki. Mamy naprawdę bardzo wielu utalentowanych projektantów i nie widzę powodu, żeby jeździć po świecie i szukać kreacji. Natasza prezentowała więc w programie suknie m.in. Łukasza Jemioła i Macieja Zienia.

Czy to patriotyzm?

Taki lokalny. Przede wszystkim jestem profesjonalistką, ale jeśli tylko mogę, bez szkody dla programu i czuję się z tym komfortowo, to uważam, że docenianie i promowanie polskich projektantów jest fajne.