Znani jesteście z tego, że bardzo przeżywacie swoje pokazy. Jak było tym razem?

Mariusz Brzozowski: - Tym razem było nawet gorzej niż zazwyczaj. Bardzo się denerwowaliśmy. Żeby się odstresować, posprzątałem wczoraj całe swoje mieszkanie. Ale stres nie ucieka. Nad kolekcją pracujemy bardzo długo. Zawsze chcielibyśmy pokazać się z jak najlepszej strony. Dlatego tak się stresujemy.

Marcin Paprocki: - Naprawdę nie kokietuję - tak się stresowałem, że pomyślałem, że jeśli z wiekiem ma być coraz gorzej, to ja przestaję dalej grać w tę grę.

Czy ta kolekcja była dla was w jakiś sposób ryzykowna?

M.B.: - Kolekcja jak kolekcja, my już tak mamy, że się stresujemy. Tym razem chcieliśmy poeksperymentować z czymś nowym, czyli kolorami, których się po nas nikt zazwyczaj nie spodziewa. Każdy wie, że uwielbiamy czerń, biel i szarość, czyli dosyć graficzne barwy. A tym razem postawiliśmy na pomarańcz i zieleń. Może kolor był trochę tym ryzykiem. Ludzie przyzwyczajają się do pewnych rzeczy, nasze klientki również.

M.P.: - Użyliśmy bardzo dużo i kolorów i wzorów, których dotąd nie używaliśmy, ale punktem wyjścia miało być dla nas zaskoczenie samych siebie. Czerń jest sprawdzona i wiadomo, że w czerni poruszamy się pewnie. Nasze klientki też preferują czerń i szarość, ale chcieliśmy zmierzyć się z kolorem i wzorami, czyli z czymś, z czym wcześniej nie eksperymentowaliśmy.

Czy są to kreacje, które już wkrótce zobaczymy na czerwonych dywanach?

M.B.: - Myślę, że czerwony dywan to przede wszystkim długie suknie, a my pokusiliśmy się tym razem o zwiewne spódnice. Bardzo nam one pasowały do tej kolekcji.

M.P.: - To się oczywiście okaże w przyszłości. Projektując nie myślimy o gwiazdach przyznam szczerze. Chcemy przede wszystkim realizować własne pomysły i własny koncept kolekcji. To, że później nasze sukienki wybiera wiele gwiazd, to już inna bajka.

Czy sami wybieracie muzykę na pokaz?

M.B.: - Od muzyki zaczynamy. Jest pierwszym elementem, który świta nam w głowie, kiedy pracujemy nad kolekcją i dopiero potem zaczynamy projektować. To muzyka narzuca nam charakter kolekcji i to, w jaki sposób chcielibyśmy ją pokazać. Tym razem chcieliśmy powrócić do lat naszego dzieciństwa, czyli do teledysku i muzyki z piosenki "Like a Virgin" Madonny. I tak poprowadziliśmy naszą kolekcję - zmysłowość i seksualność Madonny została przełamana została przełamana pruderyjnością "Pikniku pod wiszącą skałą". Nic nie jest więc oczywiste, ponieważ uwielbiamy kontrasty.

Pokaz zorganizowaliście w budynku Politechniki Warszawskiej. Czy przypomniały wam się wasze szkolne lata. Jak się od tego czasu zmieniliście?

M.P.: - Bardzo się zmieniliśmy. Czas studiów to był czas eksperymentów. Braliśmy czynnie udział praktycznie we wszystkich konkursach dla młodych projektantów. Eksperymentowaliśmy wtedy z bardzo dziwnymi rzeczami np. gorsetami ze szkła czy spónicami, które malowaliśmy pisakiem. To były pomysły studentów, którzy modę traktowali przede wszystkim jako dzieło sztuki. Dzisiaj moda jest dla nas dalej sztuką, ale przede wszystkim sztuką użytkową.

To także biznes. Jak rozwija się wasza marka?

M.B.: - Staramy się cały czas iść do przodu. Mamy już butik i własne perfumy. Nie chcemy jednak przeć do przodu drogą rewolucji tylko ewolucji, czyli małymi kroczkami. Myślę, że z powodzeniem nam to wychodzi.