WERONIKA PAZURA,
miała dwie suknie ślubne. Jedną białą na uroczystości kościelnej, drugą kolorową ukraińską do tańca.


"Moje suknie ślubne projektowała słynna litewska kostiumografka Daiva Petrulyte. Poznałam ją przy kręceniu filmu <Nienasycenie>, który produkowaliśmy z moim mężem Czarkiem na Litwie. Byłam zachwycona tym, jak ubrała aktorów. Kiedy po powrocie do Polski zaczęłam myśleć o sukni ślubnej. Właściwie od razu wiedziałam, że musi ją zrobić Daiva. Zadzwoniłam do niej imówię: - Daiva, pamiętaj, ja jestem Ukrainką, mój mąż jest Polakiem, ślub będzie w kościele. Musisz wymyślić taką suknię, która połączy te trzy wątki. Po jakimś czasie Daiva dzwoni i mówi: - Weronika, tych wątków nie da się zmieścić w jednym stroju. Do kościoła musisz mieć białą sukienkę, a na wesele zrobię ci ukraiński odlot. I rzeczywiście tak się stało. Do kocioła miałam historyzującą długą suknię z gorsetem, białą ze złotymi wstawkami. Daiva szyła obie suknie na Litwie i przesyłała mi ich zdjęcia na manekinie. Moje rozmiary znała, bo wcześniej robiła mi na miar kostiumy do filmu. Z białą suknią sprawa była prostsza, zgodziłam się na wszystko, co Daiva zaproponowała. Ale przy sukience weselnej, która miała być ludowa, miałam swoje zdanie. Chciałam, żeby łączyła elementy ukraińskiego folkloru, za którym przepadam i tęsknię, z nowoczesną formą. Uwielbiam rzeczy od Christiana Lacroix, ilekroć jestem w Paryżu, zawsze coś u niego kupuję. Powiedziałam Daivie, że chcę ukraińskiego Lacroix. I Daiva stanęła na wysokości zadania: na różowy gorset naszyła autentyczną starą aplikację z prawdziwych korali, do tego zaprojektowała krótką spódniczkę z fartuszkiem z czarnej koronki i seledynową plisą na dole. Pomysł dwóch sukien sprawdził się. Na ślubie w długiej białej sukni czułam się elegancko i uroczyście. Ale nie wyobraam sobie w niej zabawy! Na weselu tańczyliśmy do białego rana i w krótkiej lekkiej sukience było mi wygodnie. Teraz obie suknie wiszą w garderobie. Może włożę je na jakąś okrągłą rocznicę ślubu? Jedno jest pewne, nigdy się z nimi nie rozstanę, bo są pamiątką najszczęśliwszych chwil".


BEATA KONARSKA,
artystka malarka wyszła za mąż za Polaka w Alcamo na Sycylii. Jej suknia nawiązywała do sycylijskiego stroju panny młodej. Do ślubu szła z zakrytą twarzą. Odsłonił ją dopiero pan młody przy ołtarzu.

"Pomysł śródziemnomorskiego ożenku i koncepcję sukni zawdzięczam mojej przyjaciółce i znanej polskiej projektantce Ani Kuczyńskiej. Ania, studiując w Rzymie, zaprzyjaźniła się z dziewczyną z Sycylii i w jej rodzinnym Alcamo organizowała wszystkie uroczystości. Projekt sukni powstał dosłownie w jednej chwili. To prosta, architektoniczna konstrukcja, bez żadnych dekoracji i ornamentów. Ozdobą jest sam materiał: grubo tkany jedwab w kolorze écru, który Ania kupiła w Paryżu w sklepie z tkaninami na placu Vandome. Z tyłu i z przodu taki sam dekolt, odkryte ramiona. Do tego prostokątny pas organzy, którym miałam zakrytą głowę. Takie nakrycie głowy to właśnie sycylijska tradycja. Panna młoda, idąc do ołtarza, gdzie czeka pan młody, ma głowę i część twarzy zakrytą szalem. Kiedy dochodzi do ołtarza, pan młody zdejmuje zasłonę i całuje ją w czoło. Nasz ślub przebiegał zgodnie z tą tradycją. Niewiele jednak brakowało, a by do niego nie doszło. Jechaliśmy na Sycylię samochodem, suknia wisiała w pokrowcu przy tylnym siedzeniu, na którym siedział nasz pies. W pewnym momencie odwracamy się i oczom nie wierzymy: pies zrobił sobie posłanie z moich ślubnych jedwabi, gnąc je i mnąc pod sobą. Po przyjeździe do Alcamo ledwo ją odratowałam. Ostatnie przymiarki przed samym ślubem przypominały sceny z filmów Felliniego. Do pokoju, w którym przygotowywałam i mierzyłam suknię, przyszły wszystkie siostry, ciocie, babcie z rodziny gospodarzy. Wachlując się czarnym wachlarzami, komentowały mój strój, tu chciały coś poprawić, tam coś podpiąć, wspominały swoje suknie z młodości. Po ceremonii zaprosiliśmy wszystkich na wesele na plaży. Dla sukni było ono zabójcze. Tańcząc, pobrudziłam jej dół. Następnego dnia zamknęłam suknię do pokrowca i przywiozłam do Polski. Ostatnio otworzyłam go, wyjęłam moją najważniejszą suknię w życiu: wyglądała pięknie, a kiedy nią potrząsnęłam, na podłogę posypały się kryształki sycylijskiego piasku".


KAROLINA KUKULSKA,
projektantka mody, zaprojektowała sobie symboliczną suknię w motyle, gwiazdy i księżyce. Kiedy w tańcu na hucznym weselu suknia zaczęla gubić ozdoby, Karolina rozdała je gościom. Na szczęście!


"Nie wyobrażałam sobie, żeby moją suknię ślubną projektował ktoś inny niż ja sama. Jestem absolwentką katedry ubioru na łódzkiej ASP. Przemyślałam każdy detal mojego stroju, najmniejszy szczegół ma swoją symboliczną wymowę. Suknia ma tytuł „Biały motyl nocą” i składa się z gorsetu w kształcie motyla i wielowarstwowej spódnicy z naszywanymi gwiazdkami, księżycami i cekinami. To tworzy klimat baśniowej nocy z panną młodą-motylem w roli głównej. Szycie sukni trwało trzy tygodnie, dzień i noc. Zużyto 70 metrów jedwabiu, który przyszły teść przywiózł z Chin. Według mojego projektu wykonywała ją pani Anna Romańczuk z atelier mody ślubnej na Wspólnej wWarszawie. Praca wyglądała tak: jak pani Ania skończyła jeden element, z kolejnym czekała na mnie. Krok po kroku razem tworzyłyśmy nasze dzieło. Ja jeździłam między pasmanteriami i hurtowniami z dodatkami i znosiłam elementy dekoracji: frędzle na gorset z salonu z firankami, tiul do ozdobienia spódnicy ze sklepu z tkaninami w Łodzi, srebrne gwiazdki z hurtowni Pasgala na warszawskiej Pradze. Kiedy suknia była uszyta, wzięła się za nią pani Halinka, najwybitniejsza hafciarka w Nowym Dworze Mazowieckim, gdzie mieszkałam, specjalistka od haftu ludowego. To jej zawdzięczam przepiękne białe motyle i trawy na spódnicy, to ona naszywała białe cekiny i kryształki. Noc przed ślubem jeszcze sama doszywałam brakujące dekoracje, cekiny i gwiazdki. Suknia wyszła przepięknie. Ale podczas tańca zaczęły się z niej odrywać cekiny, tiulowe aplikacje, motyle i księżyce. Goście zaczęli je podnosić i chować. Zabrali je ze sobą do domu jako pamiątkę, a ja uznałam to za gest symboliczny. Moja suknia jakby czytała wmoich myślach: tak bardzo chciałam, żeby wszyscy byli tego wieczora tak szczęśliwi jak ja, więc ona obdzieliła ich tym, co miała najpiękniejszego. Ostatnio przeżyłam wielkie wzruszenie: wchodzę do domu koleżanki i co widzę? Księżyc z mojej sukni wiruje zawieszony pod sufitem".