Dlaczego robisz wyprzedaże garażowe?
Bo są świetnym pretekstem do spotkań w babskim gronie. A ja należę do osób towarzyskich. Zresztą kocham coś organizować i przygotowywanie ich sprawia mi momentami większą przyjemność, niż one same. Poza tym uwielbiam to całe domowe zamieszanie, licytację, targowanie, bieganinę, jakie towarzyszy moim wyprzedażom.

Kogo zwykle na nie zapraszasz?
Dobre koleżanki z branży. Najczęściej Karolinę Malinowską, Ilonę Felicjańską i Ewę Pacułę. Nie jest to spore grono, ale za to sprawdzone...

To znaczy…?
To znaczy, że dziewczyny, które przychodzą na moje garażówki nie marudzą, nie komentują cen i rzeczywiście chcą coś kupić. Wyprzedaże robię też częściowo hobbystycznie i chcę przy tej okazji uprzyjemnić sobie czas, a z nimi jest to możliwe.

Swoje wyprzedaże robisz w mieszkaniu. Przygotowujesz się do nich jakoś szczególnie?

Tak. Zaczynam już parę dni wcześniej. W pierwszej kolejności sprzątam cały dom. Wszystkie ubrania czyszczę, prasuję i eksponuję na wieszakach tak, by dziewczyny mogły się każdej rzeczy poprzyglądać, dotknąć, ocenić. Obowiązkowo kupuję kwiaty do wazonu, w moim ulubionym białym kolorze. Przyrządzam też przekąski. Ale tylko niskokaloryczne, bo moje znajome podobnie jak ja, są na dietach.

Często urządzasz takie ciuchowe party?
Przed każdym nowym sezonem, albo wtedy, gdy już mam wystarczająco dużo rzeczy do sprzedania.

Czyli z łatwością pozbywasz się wszystkich ubrań z garderoby?

Są oczywiście rzeczy, których nigdy bym się nie pozbyła, bo zaliczam je do ponadczasowych i niezniszczalnych, jak moje czarne, eleganckie szpilki Gucciego. Są też i takie, do których mam wyjątkowy, sentymentalny stosunek. Na przykład mam skórzaną torebkę w kształcie róży od Yevs Saint Laurant . Ale nie wystawie jej na garażówce. Jest dla mnie cenną pamiątką przywiezioną z San Francisco, gdzie spędzałam pierwsze wspólne wakacje z moim narzeczonym.

Jakie światowe marki można u Ciebie kupić?
Moje ukochane, czyli Prada, Anna Sui, Miu Miu, moschino, Donna Karan, Narcizo Rodriquez.

Zdarzyło się kiedyś, że rzecz, którą odsprzedałaś, miałaś po jakimś czasie ochotę odzyskać?
Tak. Były to brązowe szpilki vintage od Miu Miu. Sama nie wiem dlaczego je sprzedałam. Później bardzo tego żałowałam, bo autentycznie za nimi tęskniłam, jeśli za butami w ogóle można tęsknić. Stwierdziłam, że muszę je odzyskać. Udało się, ale za 100 zł więcej niż sprzedałam... Cóż, za nieprzemyślaną decyzję musiałam zapłacić.

A przyjmujesz zwroty?
Oczywiście. Prawie jak w normalnym sklepie. Ostatnio Karolina Malinowska kupiła ode mnie seledynowy sweterek Marca Jacobsa. Dopiero w domu stwierdziła, że tego koloru nie będzie miała do czego założyć. Sweterek postanowiła oddać, a ja przyjęłam go z powrotem. Tak więc reklamacje uwzględniam i nie wymagam paragonów.

To może teraz zainspirujesz inne kobiety do robienia własnych wyprzedaży?

Mam nadzieję. Ale oby nie było ich za dużo, bo jeszcze stracę swoje klientki…