Marc Jacobs, prawdziwa gwiazda mody zdradził na gali "The Model as Muse: Embodying Fashion", że podczas swojej pracy dla marki Louis Vuitton były wobec niego bardzo jasne oczekiwania. Wynajęto go dla jego nazwiska i miał podnieść firmie sprzedaż – a nie gwiazdorzyć.

TE TOREBKI CHCĄ MIEĆ WSZYSTKIE KOBIETY

W zasadzie chodziło o zadowolenie najważniejszej w firmie osoby – Antoine’a Arnault, dyrektora ds. komunikacji w Louis Vuitton. To on go zatrudnił i tylko jego zadowolenie mogło wprawić Jacobsa w dobry humor, bo to Arnault uwierzył w jego talent. A to zadowolenie po obu stronach mogło przyjść tylko z rosnącymi wynikami ze sprzedaży torebek LV, co jak wiadomo nie raz się już udało.

Jacobs, paradując na gali u boku Kate Moss, która pojawiła się w srebrnej sukni jego projektu, pochlebiał dziennikarzom mówiąc, że to im tak naprawdę projektanci zawdzięczają sukces. Designer tylko wymyśla wzory, dobiera kolory i potem dogląda szycia, reszta leży poza nim. "Potem możemy tylko mieć nadzieję, że kobiety wyjdą i kupią je (sukienki, stroje – od. red.)" – mówi skromnie Marc.

Zdradził też ciekawe podejście do podróżowania. Według niego podróż luksusowa to nie taka z wagonem bagaży (czy miał tu na myśli miliony ekskluzywnych kuferków od LV?), tylko podróż z samą szczoteczką do zębów, gdy cały świat stoi przed tobą otworem i możesz zrobić co chcesz, czy kupić to, na co tylko masz ochotę.

Niestety, większości Polaków nie stać nawet na luksus podróżowania z torbą LV, a co dopiero bez niczego!