Anastazja to jej imię zakonne. - Chciałam mieć na imię Aldona. Ale moje koleżanki z nowicjatu śmiały się, że jestem Anastazja. W ogóle mi się to imię nie podobało, strasznie się z niego śmiałyśmy. Jeszcze przez kilka miesięcy, jak się tak do mnie zwracano, to nie reagowałam. Ale teraz już się przyzwyczaiłam - opowiada siostra.

Jak mówi w wywiadach, "nie mam internetu i nie umiem tego, zajmują się tym pracownicy wydawnictwa. Jeśli ktoś zadaje pytanie przez internet, to przychodzą mnie zapytać, co odpisać. Wolę bezpośredni kontakt, kiedy gdzieś jedziemy na targi książki, na festyn, na spotkanie z kołem gospodyń wiejskich, do parafii". I faktycznie. Jak wynika z profilu na Facebooku, często jest zapraszana na spotkania z czytelnikami i chętnie z tych zaproszeń korzysta. Obecnie odbywają się one głównie w Małopolsce i na Śląsku. Najbliższe 29 kwietnia, potem 21 maja i 31 maja.

A jak to się wszystko zaczęło? - Moja kuchnia smakowała ojcom w klasztorze. 16 lat temu brat Grzegorz Sochacki i ojciec Bogdan Całka zaproponowali mi wydanie książki z moimi przepisami. Zgodziłam się. Pierwsza książka nosiła tytuł „103 ciasta Siostry Anastazji”. Okazało się, że ludzie potrzebują przepisów na smaczne dania z produktów ogólnodostępnych i niedrogich - opowiada sama zainteresowana.   

Na pytanie, co było najpierw: powołanie do służby Bogu czy pasja do gotowania, siostra Anastazja mówi: - Myślę, że Bóg od początku daje nam jakieś powołanie, które potem rozpoznajemy w życiu. I kiedy je odkrywamy, to współpracujemy z Bogiem (bądź nie) w jego realizacji.

Jeśli chodzi o samo gotowanie, to pierwszy samodzielny posiłek przygotowałam jako kilkunastoletnia dziewczyna w dzień po śmierci mamy. Dużo musiałam się nauczyć, ale z czasem zaczęłam lubić pracę w kuchni. Tak naprawdę pasję do gotowania odkryłam jednak dopiero w zakonie. Nasze zgromadzenie, Córek Bożej Miłości, prowadzi w Polsce ośrodki dla dzieci, szkoły, domy pomocy. To całościowa opieka, od nauczania, katechizację po przygotowywania posiłków. Kiedy Matka Przełożona zapytała mnie, co chciałabym robić, odparłam: „Gotować”. I tak już zostało. Gotowałam w naszym domu w Pleszowie pod Krakowem, a potem przez 12 lat w Jastrzębiu w zakładzie leczniczo-opiekuńczym dla chorych dzieci. Następnie, aż do teraz, w klasztorze jezuitów w Krakowie - dodaje.

Według siostry Anastazji zwykła praca, nawet w kuchni, jak najbardziej może być realizacją powołania. - Oczywiście są ludzie powołani do tego, żeby być „na zewnątrz”, żeby głosić Ewangelię, być misjonarzami, kaznodziejami, wydawać książki, ale te osoby potrzebują wsparcia, zaplecza. Takie powołanie jest też bardzo ważne. Mnie bardzo cieszy moja praca, to, że komuś smakują moje specjały. Czyjaś radość z posiłku jest też moją radością - tłumaczy.

Myślę, że Bóg bardzo kocha ludzi, którzy wykonują proste zajęcia, którzy nie są "na świeczniku". Kiedy popatrzymy na prywatne objawienia, to ich świadkami są zwykle osoby skromne. Zwykłą, codzienną pracą, wykonywaną w ukryciu naprawdę można się uświęcić.

Przepisy zbiera sama. Inspirujące są dla niej też spotkania z czytelnikami. Potem największa praca to uporządkowanie receptur, opracowanie redakcyjne i graficzne. I tu pomagają Elżbieta Mazur (sekretarz redakcji Wydawnictwa WAM) i Andrzej Sochacki (grafik i fotograf).

Zapytana, czy popularność książek zmieniła jej podejście do gotowania, siostra Anastazja mówi:  - Nie wiem, czy miała na to wpływ popularność książek, ale dzisiaj coraz częściej gotują mężczyźni. Co bardzo mnie cieszy. W domu posiłki powinno się przygotowywać wspólnie. Oczywiście w miarę możliwości, np. w dni wolne od pracy. Nie traktujmy osoby, która przyrządza obiad (kobiety czy mężczyzny) jak kucharki i kelnera w jednej osobie. Rodzinne przygotowywanie posiłków to wielka radość, również dla dzieci.

Siostra Anastazja Pustelnik ze Zgromadzenia FDC (Córek Bożej Miłości), urodziła się w Dylągowie (woj. podkarpackie). Do Zgromadzenia wstąpiła w Krakowie w 1973 roku. Po złożeniu ślubów pracowała najczęściej w domach swojego zgromadzenia, gotując dla dzieci specjalnej troski. Przez ostatnie kilkanaście lat prowadziła kuchnię dla wspólnoty Jezuitów w Krakowie. Obecnie jest na emeryturze. Mieszka w jednym z domów Zgromadzenia w Krakowie.