Mimo iż dla wielu konsumentów trunkiem kojarzonym z polskim stołem wciąż jest wódka, Wojciech Bońkowski zauważa, że zaczynamy chętniej sięgać po te nieco bardziej szlachetne alkohole.

"Kultura wina w Polsce rozwija się od 20 lat i ta konsumpcja cały czas rośnie. W tej chwili rynek wina jest dość zaawansowany. W dużych miastach mamy bardzo wiele sklepów winiarskich. Oczywiście jeszcze bardzo dużo pozostaje do zrobienia. Globalnie rzecz ujmując, Polacy wciąż konsumują małą ilość wina, co nie upoważnia do tego żeby mówić, że w Polsce nie ma kultury picia wina" - przekonuje dziennikarz.

To, czy Polska ma szansę stać się drugim Bordeaux, pozostaje kwestią otwartą, bo nie tylko o chęci tu chodzi, ale również o warunki do uprawy winorośli. Zdaniem Bońkowskiego, ciekawą propozycją na rynku są wina różowe. Ich produkcja jest świetną alternatywą dla winnic, w których jest trochę za zimno na wyprodukowanie dobrego wina czerwonego, zauważa dziennikarz.

Do grona najlepszych polskich winnic z bez wątpienia można zaliczyć tę prowadzoną przez państwa Płochockich. Jak wspomina pani Barbara Płochocka, przygoda z winiarstwem zaczęła się od chorujących przydomowych winorośli.

"Było to spełnienie marzeń. Oboje z mężem jesteśmy ogrodnikami, winorośle od zawsze nam towarzyszyły. Przy domu mieliśmy krzaczki winorośli, które chorowały, zaczęliśmy poszukiwać informacji na ten temat. Trafiliśmy na stronę Romana Myśliwca, który pod Jasłem od ponad 20 lat zajmuje się winoroślą. Pojechaliśmy do niego. Podróż zaowocowała tym, że od razu kupiliśmy ziemię i posadziliśmy na niej pierwsze krzewy winorośli" - wspomina właścicielka winnicy.

Początkowo miało być to jedynie hobby, a produkcja wina miała służyć jedynie przyjemności własnej i najbliższych. Szybko jednak hobby rosło wraz z areałem.

"Winiarstwo pochłonęło nas w całości" - zdradza Barbara Płochocka.

Choć jest to ciężka praca i daleko jej do obrazów rodem z filmu "Taniec w chmurach", to jak zapewnia pani Barbara zbiory i produkcja wina mają w sobie coś romantycznego i magicznego.

W winnicy państwa Płochockich zbiory zaczynają się od połowy września i mogą potrwać nawet do końca października, w zależności od pogody, która może dla winiarzy okaże się łaskawsza.

"Mamy w swojej winnicy kilka odmian, które dojrzewają w różnym okresie. W Polsce mamy inny klimat niż we Francji, dlatego sadzimy trochę inne odmiany winorośli. Na razie opieramy się na sprawdzonych szczepach hybrydowych. Mamy również odmiany Vitis vinifera, czyli odmiany winorośli właściwej, szlachetnej" - wyjaśnia pani Barbara.

"Będziemy eksperymentować z różnymi odmianami. To jedyny sposób, aby sprawdzić, które są odpowiednie dla konkretnego siedliska. Musimy dobrać szczepy, które w tym miejscu będą najlepiej rosły i owocowały" - dodaje.

Jak się okazuje, pogoda podczas zbiorów ma niebagatelne znaczenie. W pewnym sensie przesądza, czy owoc może być zebrany, czy nie.

"Warunki atmosferyczne podczas zbiorów są bardzo ważne. Winogron nigdy się nie zbiera w deszczową pogodę. Jeśli zbiory są po deszczu, trzeba odczekać odpowiednią ilość czasu, tak, aby zmniejszyła się ilość wody w owocach, aby kwasy i cukry mogły się w nich skoncentrować" - wyjaśnia Płochocka.

Co oprócz kapryśnej pogody decyduje o terminie zbiorów? Oczywiście dojrzałość owoców, która jak wyjaśnia Barbara zależy od zawartość cukru i kwasów w gronach (musi być odpowiedni stosunek kwasu do cukru), dojrzałość aromatów i garbników.

Już wiadomo, że wina ma w sobie nutkę magii i romantyzmu. Przytaczając słowa Stephane'a Derenoncourta, spadkobiercy Bordeaux, który pracę nad winem opisał w prosty sposób: "Robienie win jest jak gotowanie; próbujesz potraw, jeśli smakują dobrze, to znaczy, że trafiłeś w sedno" - winiarstwu bliżej do alchemii czy przytulnej kuchni".

"Zapewne prawda leży gdzieś pośrodku. Bez zaplecza laboratoryjnego trudno byłoby mówić o produkcji wina. Pewne parametry trzeba sprawdzić. Podczas produkcji dokonujemy kupaży, czyli mieszamy różne wina, dzięki czemu możemy uzyskać konkretny smak. Oczywiście, jeśli wino jednoszczepowe posiada ten idealny smak, nie dokonujemy kupażu. Natomiast, jeśli wykazuje pewne braki wtedy mieszamy ze sobą różne wina, badamy, w jakich proporcjach tworzą najlepszą kompozycję smakową. Właściwie już na początku procesu produkcji wina trzeba sobie założyć, jaki chcemy osiągnąć efekt" - tłumaczy Barbara Płochocka.

A jak do rodzimego produktu odnoszą się koneserzy smaku?

"Reakcja wszystkich, którzy degustują polskie wino jest zawsze taka sam, jest to bardzo pozytywne zaskoczenie. Dla wielu zaskoczeniem jest to, że Polska w ogóle produkuje wina gronowe, jakościowe, a szczególnie, że są one takie smaczne" - wyjaśnia Wojciech Bońkowski.

Więc skoro mamy doskonałych i cenionych producentów, musimy tylko wiedzieć, po które wina sięgać. Jak podkreśla specjalista w tej kwestii należy kierować się zmysłem. "Myślę, że warto szukać swojego smaku i słuchać swojego smaku".

Co może być zaskoczeniem dla wielu, cena w przypadku win nie gra największej roli. No chyba, że chodzi o te mające stanowić ozdobę kolekcji win, którym bliżej do zabytkowych dzieł sztuki aniżeli trunków.

"Najważniejsze to sięgać po ciekawe, dobrej jakości wina, które nie muszą być drogie. W Polsce można kupić bardzo przyzwoite wina, trzymające bardzo dobrą jakość za 20 zł. Jest to produkt, który stał się dostępny praktycznie dla każdego" - przekonuje Bońkowski.

A skoro cena niewygórowana i w smaku dobre i różnorodne, z pewnością podbije - na zdrowie - serca amatorów słabszych trunków.

"W końcu wino jest zdrowe zarówno dla ciała, jak i dla ducha" - przekonuje degustator