Jaki smak ma Polska? Na pewno zapomniany. Łatwiej wskazać aromaty włoskiej kuchni, pikanterię potraw z Meksyku, czy subtelność sushi, aniżeli przywołać w pamięci smak tradycyjnego polskiego chleba. Może pod pierzynką mody na slow food, potrawy eko i produkty organiczne, uda się nam dotrzeć do rdzenia polskiej kuchni.

"Sama nazwa slow food wskazuje, że jest to coś w opozycji do fast food-ów, ale tak nie jest. Pokazujemy tylko, że jest jeszcze inna rzeczywistość. Istnieją miejsca, w których można dobrze zjeść, które produkują wyśmienite produkty spożywcze. Jednak poza tym aspektem, slow food to również styl życia. To nie tyle ruch kulinarny, co kulturowy" - wyjaśnia Jacek Szklarek, założyciel i prezes Slow Food Polska.

Ta międzynarodowa organizacja w swoim manifeście jako cel określa "ochronę praw do smaku". W całym tym regionalnym ekologiczno-spożywczym szale chodzi o to, aby karmić zmysły. "Nikomu nie narzucamy, żeby jadł rozumem. Produkty, owszem mają być naturalne, bez konserwantów, ale przede wszystkim muszą smakować" - podkreśla Szklarek.

Poza tym każdy produkt ma swoją historię, którą warto poznać. Nagle zwykła szynka, przestaje być podobna do innych, nabiera dodatkowego smaczku... "Gdy sięgamy po szynkę serrano, nikt nam nie powie +masz spróbuj+. Przy degustacji usłyszymy historię jak ona została wyprodukowana. Dowiemy się, że jest robiona ze świni, którą hodowano w specjalnych warunkach. Świnie w ostatnim okresie swojego żywota są wypasane na hiszpańskiej dehezie, którą porastają dzikie dęby. Na jednym hektarze maksymalnie przebywają trzy świnie, które spożywają jedynie żołędzie z tych dębów. To wpływa na smak mięsa. Czy taki kulinarny wstęp nie pobudza wyobraźni? Poza tym jest to ważny element promocji produktu" - kontynuuje Jacek Szklarek.

A jak to jest z tą ekologią i ekonomią? Niestety dziś jedzenie zdrowe czy ekologiczne, albo organiczne jest również czymś ekskluzywnym. Dlatego prezes Slow Food Polska zachęca do zwiedzania zakątków naszego kraju i napełniania koszyków produktami regionalnymi.

"Proszę zauważyć, że producent pysznej kiełbasy nie jest skoncentrowany na swoim miejscowym rynku. Jego produkt najczęściej trafia do Warszawy. W zakładzie, który produkuje tę kiełbasę, kosztuje ona 25 zł, w Warszawie 50 zł. Tam jest to zwykła kiełbasa, w Warszawie jest ekskluzywna. Problemem jest usprawnienie dystrybucji tych produktów. Zanim kiełbasa, chleb, czy miód trafią do sklepu, przechodzą przez kilku pośredników, którzy narzucają wysokie marże" - zauważa Jacek Szklarek.

Do Polski Slow Food przywędrował w grudniu 2002 roku. Na przestrzeni tych prawie 10 lat udało się wypromować oscypka i wprowadzić regulacje prawne umożliwiających legalną sprzedaż tego tradycyjnego polskiego sera. Po tradycyjne produkty np. gęś zaczynają sięgać również polscy restauratorzy.

"Cieszymy się, że dzięki akcji +Gęsina na świętego Marcina+ w pewnym sensie udało nam się odzyskać gęsi, które praktycznie w 100 proc. były sprzedawane do Niemiec. Dziś najlepsze restauracje w Polsce listopadzie i na początku grudnia serwują gęsinę. Po 10 latach nasi kucharze zaczynają być dumni z regionalnych produktów, zachwycają się dziczyzną, runem leśnym. Czymś, czego nie ma we Włoszech i Francji, a tu jest na wyciągnięcie ręki i to w śmiesznych cenach. Mamy produkty, którymi zagraniczni goście się zachwycają" - podkreśla Jacek Szklarek.

Slow Food jest międzynarodową organizacją non-profit. Powstała w 1986 roku we Włoszech i zajęła się szeroko rozumianą ochroną oraz wspieraniem producentów tradycyjne, zdrowej żywności. Obecnie organizacja skupia ponad 100 tys. ludzi w 45 krajach, w tym blisko 500 osób z Polski.